Kocur napisał(a):

Hehe - poruszyliście ciekawy temat agencji ratingowych.
To ja mam pytanie - proszę nie szukać w necie ale czy ktoś jest w stanie odpowiedzieć:
1. Gdzie mają siedzibę najbardziej znane agencje?
2. Kto w nich pracuje - czy profesorowie ekonomiście czy przypadkowi z ulicy a może politycy?
3. Z czego żyją - bo przecież żadne państwo im nie płaci za bzdurne rankingi?
4. Czy nie zahacza to o manipulację giełdami - ktoś z agencji wyda oświadczenie o obniżeniu ratingu dla Polski tylko po to żeby kupić tanio akcje jak giełda pieprznie?
5. Czy ja też mogę z kumplem założyć agencję ratingową i zmieniać świat?
6. Komu podlegają te agencje - czy ONZ czy Bank Światowy czy jeszcze inna jednostka bo przecież ktoś musi sprawować nad nimi kontrolę - finansową, organizacyjną i inną
Tak kilka pytań na szybkości - a ogólnie pytań związanych z tymi agencjami jest nieskończona ilość.
|
Odpowiadam:
1. Moody's i S&P to prywatne agencje mające swoją siedzibę w USA (nie maja nic wpólnego z rządem). Fitch (dobija do tej dwójki ale jednak cały czas jeszcze nie ta liga) jest chyba brytyjska (ale tu nie mam pewności może być też z USA do sprawdzenia w necie).
2. Generlanie można napisać że pracują w nich ludzie z wykształceniem ekonomicznym (aczkolwiek znajdzie sie tam również trochę prawników, politologów czy socjologów). Nie są to nauczyciele akademiccy (aczkolwiek może sie zdarzyć że są konsultantami w poszczególnych projektach) tylko tzw: professionals. Dość trudno przełożyć to na polski odpowiednik ale można powiedzieć że są po naszemu "menadżerowie" czyli grupa ludzi wykształconych zajmująca się zawodowo businessem. Ludzie ci zanim trafili do agencji pracowali z reguły w firmach konsultingowych, kancelariach adwokackich, agencjach rządowych, bankach, koncernach itp.
3. Płacą im (i to całkiem sporo) prywatne firmy za ratingi i raporty zarówno macro jak i mikroekonomiczne. Z reguły jest tak że np: zakup jakiegoś papieru wartościowego przez np: fundusz emerytalny wymaga określenia jego ratingu. I wtedy kasa jest płacona podwójnie: przez emitenta (żeby uzyskać rating) i przez kupującego (żeby mieć kwit na podstawie którego można dany paier kupić do portfela). Jako ciekawostke można dodac że między innymi miasto Kraków płaci agencjom za wystawienie ratingu, bez tego większość funduszy nie kupiłaby obligacji Krakowa.
4.Jeśli stałoby się tak jak mówisz i udowodniono by że agencja (człowiek w niej zatrudniony) osiągnął korzyść z wystawienia zmanipulowango ratingu o oznaczałoby to że następnego dnia agencja bankrutuje. Według mojej wiedzy taki przypadek jeszcze się nie zdażył (ale mogę czegoś nie wiedzieć). Natomiast publikacja samych rekomendacji, jeśli poparte odpowiednią analizą, w żadnym wypadku nie jest manipulacją rynkową. Codziennie pojawiają sie ich na rynku dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy (bardzo często są ze sobą sprzeczne) wystawiane przez banki, fundusze, firmy doradcze, agencje ratingowe itp. i tak długo jak jesteś w stanie udowodnić że Twoje rekomendację znajdują podstawę w papierach nikt nie jest Ci w stanie nic zrobić.
5. Pewnie że możesz. Pytanie tylko kto będzie chciał płacić za wasze raporty?
6. To są prywatne firmy które żyją z tego co zarobią sprzedażą raportów i analiz. Nie ma obowiązku kierowania się ich ratingami tym niemniej historia (mogę sie mylić ale działają już około 100 lat) dowodzi że raczej się to opłaca. Jeśli chodzi o władzę to tak jak w spółkach akcyjnych: Walne Zebranie Akcjonariuszy, Rada Dyrektorów (tego nie ma w prawodawstwie polskim, najlepszym odpowiednikiem jest Rada Nadzorcza), Zarząd.