Jova napisał(a):
|
Nunez, Jovanović i Iliev nie są wybitnymi piłkarzami nawet jak poziom Ekstraklasy. Nie twierdzę, że są słabi, ale to nie są ludzie, którzy stanowią o sile Wisły. To raczej zapchajdziury.
|
Obaj są istotnymi zawodnikami dla naszej kadry, obaj bardzo przyczynili się do tegorocznego pucharowego sukcesu. Cały czas piszę, że nie trzeba być wybitnym, by spełniać swoją rolę i stanowić lepsze rozwiązanie od tych, które zapewnia polskie podwórko. Pokaż zawodnika równie wiele potrafiącego i w zbliżonej cenie dla Wisły wśród Polaków, gotowego przejść do nas, a bardzo chętnie przyznam Ci rację, że korzystniej było wybrać kogoś innego.
Jova napisał(a):
|
Genkova i Bitona uważam za dobre inwestycje, ale nic ponad to. Ani nie grają na jakimś fantastycznym poziomie, ani nie byli jakoś szczególnie tani. Porównując ich np. z transferami Lewandowskiego i Sobiecha nie mogę zgodzić się, że takich pieniędzy nie można by było równie dobrze zainwestować w Polaka. 1,6 mln za Bitona to jakieś nieporozumienie.
|
Nie uważam, podobnie jak najwyraźniej Valcks, że Sobiech za którego już na wstępie Wisła musiałaby zapłacić ok. 1 mln euro byłby dla nas lepszym sportowo i finansowo wyborem niż Biton, obecnie wiodący nas wraz z innymi zawodnikami do wielkiego pucharowego sukcesu za ok. 1/5 tej kwoty.
Lewandowski to już „działka” Bednarza, nie Valcksa. Zresztą, swoisty wyjątek nawet wśród wyjątków.
Jova napisał(a):
|
Ja Ci mówię, że w Lotto trudno wygrać, a Ty mi odpowiadasz, że to nie prawda, bo takich, którzy wygrali, są tysiące.
|
Nie. Ja Ci mówię coś innego, pozostając w kanwie tego umownego uproszczenia: że przy Valcksie to już nie jest gra w Lotto, tylko realna i efektywna droga pozyskiwania wartościowych zawodników.
Jova napisał(a):
|
Na ilu Golików i Handzików przypada jeden Stilić? Na ilu Bensonów i Buvalów trafia się jednego Traore? Na ilu Jovaniciów i Antoloviciów przypada jeden Kuciak? itd. itp.
|
Zły przykład, bo w żadnym z tych klubów dyrektorem nie był człowiek o potwierdzonej już w dwóch oknach transferowych z rzędu efektywności Valcksa. Ale i tak śmiało można byłoby powiedzieć, że na jeden udany transfer obcokrajowca, nawet w innych polskich klubach, przypada mniej nieudanych, niż nieudanych „chowów ”na jednego porządnego polskiego zawodnika pozyskanego w cyklu „wychowywania” i „ogrywania”.
Obecnie na palcach jednej ręki można policzyć naprawdę dobrych piłkarzy wyszkolonych w Polsce, z których i tak większość jest nie dla Wisły. Natomiast naprawdę wartościowych obcokrajowców grających w naszej lidze i dostępnych dla polskich klubów jest znacznie więcej, co oznacza, że procent porządnych i osiągalnych zawodników dla naszego klubu z tego rynku przekłada się na ilość graczy kilkakrotnie większą.
Jova napisał(a):
|
To nie oznacza, że transfery Polaków są automatycznie obarczone większym ryzykiem ani że polscy piłkarze są przepłacani.
|
Niestety nie. Transfery polskich zawodników obarczone są znacznie większym ryzykiem z uwagi na ich efektywność, wyszkolenie i zawyżone ceny dyktowane Wiśle przez ich właścicieli. My kupując kogokolwiek w Polsce ciągle musimy przepłacać, to nie jest żaden wymysł. Ceny dla Wisły były i są absurdalnie chore, a wydajność piłkarzy niska. Wiele razy sami bardzo boleśnie mogliśmy się o tym przekonać, znacznie częściej niż mogliśmy się dzięki nim cieszyć z europejskich sukcesów.
Jova napisał(a):
|
Czy w przypadku transferów obcokrajowców można mówić o znacznie lepszej proporcji graczy wzmacniających zespół do słabeuszy i zapchajdziur niż w przypadku Polaków? Moim zdaniem nie.
|
W przypadku Valcksa zdecydowanie tak. I co znaczy umowne określenie „zapchajdziura”? Piłkarz jest albo przydatny i wartościowy w swojej roli w drużynie, albo nie. Nie musi być żadną wybitną gwiazdą, aby dawać zespołowi to, o co chodzi.
Jova napisał(a):
Chodzi o tę listę zawodników: "Nunez, Jovanović, Iliev, Biton, Genkow, Pareiko"?
Nuneza i Bitona raczej nie wykupimy. Iliev i Pareiko są starzy. Jovanović jak dotąd nie zachwyca. Zostaje Genkov - to ta "większość", na której można zarobić duże pieniądze?
|
Tak, pokazała to w tym roku wiodąc klub do pucharowych profitów rzędu kilku milionów Euro, których nie byłoby, gdybyśmy jak w poprzednich latach regularnie kończyli puchary na Lewadiach czy Karabachach bazując bardziej na krajowym składzie. Oni cały czas „zarabiają dla Wisły duże pieniądze”. I to tylko w tym roku porównywalne do sprzedaży takiego Błaszczykowskiego do Dortmundu. A taki interes jak z nim zdarza się nam raz na kilka dekad.
Jova napisał(a):
|
Co do efektu marketingowego też szczerze wątpię. Ani nam Jaliens, ani Legii Ljuboja nie zwiększają w pojedynkę frekwencji. W naszych warunkach efekt marketingowy może dać tylko sukces sportowy, bo nikogo naprawdę znanego i dobrego nie ściągniemy.
|
Moim zdaniem znów nie doceniasz w tej materii możliwości i kontaktów Valcksa. Nośne nazwiska, również na ławce trenerskiej, zawsze wzmacniają efekt marketingowy i poprawiają frekwencję.
Jova napisał(a):
|
Ci sami zagraniczny zawodnicy zapewnili nam 10 punktów straty do lidera i ciężką walkę o puchary. Już pomijam jaką rolę miał dziki fart w naszej tegorocznej europejskiej przygodzie.
|
Zgadza się. Ale nie przegrali jeszcze mistrzostwa. Fakt, że przez pół rundy Wisła grała bez większości kluczowych zawodników nie jest tu też niestety bez znaczenia. Gdybyśmy wyjęli np.: z Legii tylko Luboję z Radocivem, a z Lecha np.: Rudniewa, bardzo prawdopodobne, że ich strata punktowa byłaby porównywalnie i proporcjonalnie większa, albo jeszcze gorsza niż u nas. Wisła nie jest aż tak silnym klubem, by podobne personalne problemy nie zostawiały smutnych śladów.
Jova napisał(a):
|
Niewielu klasowych polskich piłkarzy jest dostępnych, bo popyt na nich jest większy niż podaż, ale to nie oznacza, że Ci, którzy są dostępni, automatycznie są złymi inwestycjami.
|
Nawet jeśli czasem tak jest, nie znaczy to, że stają się każdorazowo korzystniejszą inwestycją niż inny dostępny piłkarz zagraniczny.