KOMINEK napisał(a):

Tylko czy nie zauważyliście że wczoraj nasi gryźli trawę i nie było piłek straconych. Nie można tego powiedzieć o meczu z Polonią czy Widzewem. Ciągle uważam że mamy skład na mistrza tylko czy Kazek jest odpowiednim motywatorem by tak jak wczoraj zagrali w lidze z Podbeskidziem czy GKS-em.
Śląsk, Odense, Twente - to były mecze o COŚ z KIMŚ - i zagraliśmy super
Widzew, Polonia to były o takie sobie ligowe meczyki i graliśmy kichę.
|
Motywacja myślę, że jest jedną sprawą, bo wydaje mi się, że rzeczywiście swoje robi perspektywa gry w Europie i podejrzewam, że nasi piłkarze choćby podświadomie bardziej się spinają na te mecze. Może choć troszkę magia tych meczy robi swoje.
Drugą sprawą myślę jest plan na rundę wiosenną, na ligę, bo w Europie gramy przeciwko drużynom, które grają przeciwko nam otwarty futbol i nie murują bramki. Inaczej jest w lidze. Tu na całą kampanię ligową, mecz po meczu trzeba mieć pomysł jak się przedzierać przez "zasieki" ligowych rywali, którzy ani myślą najczęściej grać z nami otwartą piłkę.
Tak więc wydaje mi się, że jeśli chodzi o ligę to z jednej strony dla naszego trenera rola motywatora a z drugiej konieczność posiadania planu, pomysłu, taktyki, schematów rozegrania w ataku pozycyjnym (najczęściej) i nie tylko by na wiosnę znowu ta drużyna dostarczyła emocji w walce o tytuł Mistrza Polski.
Czyli w skrócie konieczność połączenia motywatora i warsztatu.
I perspektywa pozostawienia Kazia Moskala na stanowisku trenera Wisły jest conajmniej kusząca, bo to Wiślak z krwi i kości, zna nasze realia, zna drużynę od podszewki, byłoby super gdyby się okazało w przyszłości że to nasz wiślacki trener na miarę barcelońskiego Guardioli (w końcu każdy wielki trener jak zaczynał swoją karierę trenerską to na początku nikt na niego za bardzo nie liczył, każdy gdzieś zaczynał). Tylko pytanie jest takie czy Moskal jest już na tyle dojrzałym trenerem, by objąć drużynę i przygotować przez zimę na wiosenną kampanię ligowo-europejską? Serce podpowiada, że tak ... ale jakiegokolwiek trenera by się nie wybrało (z naszej półki finansowej) nigdy nie ma 100 % pewności odniesienia sukcesu.