Bobek90 napisał(a):

Zbiera mi sie na wymioty, gdy widze te zlosliwe i nieuprzejme wpisy wobec Maskanta (na forum). Szczegolnie te z pod znaku "a co on robil na stadionie". Sa paskudne.
Mozna miec zastrzezenia do pracy Maskanta w Wisle. Mozna go nie lubić jako czlowieka. Mozna nie popierac jego metod szkoleniowych. Ale do jasnej ciasnej, nie zmienia to faktu ze dzisiejszy awans jest tez jego zasługi. MP, Litex, itd. Także zwracam sie do tych kolkow i idiotow- troche szacunku!
P.S
Mnie zastanawia jedno; ile w dzisiejszej Wisle bylo Maskanta a ile Moskala. Jasne jest ze Moskal swoje do niej tez dorzucil. Ale trzeba tez powiedziec jasno, ze pracuje za krotko by byl to calkowicie "jego" zespol. Drugie pytanie; czy ta zwyzka formy jest zwiazana z Moskalem, czy tez nie (zbieg okolicznosci, powrot Meliksona, itd.)? To sa pytanie ktore mnie nurtuja, i musze to powiedziec serio, z ciekawoscia czekam na wiosne. Dopiero wtedy bedzie mozna cos wiecej powiedziec na ten temat.
|
Weż proszę zatrzymaj te wyzwiska dla swoich bliskich. Powinienem cię po prostu olać bo na to zasługujesz, jednak zrobie wyjątek od reguły.
Wisła jest jedna, jednak twoje błedne myślenie doprowadziło cię na skraj załamania nerwowego.
Nurtują cie pytania na które nigdy nie uzyskasz odpowiedzi, tzn ty sam sobie na nie odpowiesz, ba śmiem twierdzić ze już to zrobiłeś...
Sukcesem Roberta było MP ( wielka mi rzecz) i tyle. Do LE dostaliśmy się kuchennymi drzwiami , była to pocieszka za przejebane eLM. Owszem był by to sukces jeśli przystąpili byśmy do rozgrywek z pułapu ległej jednak śmiem twierdzić ze z jaką kulturą gry jaką prezentowaliśmy w eLM cieżko by było nam nawet liznął rundę play off.
Jednak dla mistrza 40 milionowego kraju LE to powinno być absolutne minimum, oczywiście Maaskant to minimum osiągnoł ale nic poza tym. Jeśli by to zrobił z Jaga albo Ruchem to zrozumiałe że można piać z zachwytu i lizać jego stopy ale na Boga my jestesmy 13 krotnym mistrzem kraju i od nas trzeba wymagać wiecej (LM).
Przez kolejne porażki nieudaczników w pucharach pozwoliliście sobie wmówic ze LE to sukces...serio? gówno prawda !
„w krainie ślepców, jednooki jest królem”…
Do RM nic nie mam jako człowieka, dla mnie może ona objechać na rowerze kule ziemską w 70 dni i przyznam mu że dokonał czegoś wielkiego.
Jednak jako trener Wisły nie wykazał się niczym wielkim, snuł te swoje dyrdymały i widać ze niektórzy dali się nabrać na holenderski profesjonalizm.
Po meczu z Litexem powinieneś zrozumieć ze ta Wisła Maaskanta to nie Wisła, to byłą drużyna która bała sie porażki, kaleczyła oblicze Wielkiej Wisły, godziła w dobre imię naszego klubu.
Mocne słowa ale niestety prawdziwe. Zastanów sie nad tym czy ktoś w europie grał tak jak my? Przyczajeni i proszący o niski bagaż bramek, licząc na farta w postaci przebłysku któregoś z graczy.
W futbolu nie chodzi o to żeby zachować czyste konto , w tej grze zespołowej trzeba zdobyć o jedną bramkę więcej. Każde dziecko wie że najlepszą obroną jest atak i ani Maaskant czy Mourinho tego nie zmienią.
Obrona wyniku zawsze kończy się tak samo, oczywiście że są wyjątki od reguły ale kto takie pamięta? Fuksami nikt się nie interesuje , dlaczego ? bo takie druzyny zapisują sie tylko i wyłącznie w statystykach.
Dziwi tylko fakt że BC wytrzymał tak długo , bo powinien RM juz wylecieć po serii bezczeszczenia nas kibiców i naszej twierdzy R22. To on doprowadził do spadku frekwencji i ogólnie przyjętej wśród mediów szydery.
Wisła pod jego płaszczem stała sie klubikiem bez wsparcia kibiców. Wykluczając haniebny 1992 nigdy nie było podobnej sytuacji wiec cieszmy się i radujmy że czasy bojaźliwy Wisły skończyły sie z odejściem RM.
Brawo dla Kazimierza że podjął sie trudnego zadania i zmiany wizerunku Wisły. Mógł kisić sie w tym chorym sosie i nikt by mu za złe tego nie miał, jednak wiedział że gra Wisły musi cieszyć kibica i to co do tej pory było jest błędem .
Udało mu się podnieść Wisłe w bardzo trudnym dla nas momencie i zrobił coś o czym każdy z nas marzył... mianowicie sprawił że znów jesteśmy dumni bycia Wiślakiem.
Dał wyraźny sygnał - Bójcie sie chamy bo na szczyt wracamy.