Ogryzek napisał(a):

Cóż poradzić - może nie mogę się pogodzić z tym że nasz objazdowy cyrk stranierosów zwany dla zmylenia PPR (Profesjonalnym Przedsiębiorstwem Rozrywkowym) przegrywa kolejny mecz w żenującym stylu a fanfan - nienawidzący polskich piłkarzy zwący się dla niepoznaki internacjonalistą szuka wymówki - Małecki (Polak) najsłabszy.
Jakoś mam jeszcze trochę odruchów patriotycznych lub stadnych (jak kto woli) i Czekajowi czy Małeckiemu mogę wybaczyć kopanie się po czołach, ale najemnikom którzy przybyli z całego świata już nie mam zamiaru. Przybyli tu za ciężka kasę sprzedawać nam swoje umiejętności a dostajemy gówno w większości wypadków
|
Ok rozumiem - ale w składzie mamy różnych obcokrajowców, biorąc pod uwagę ich umiejętności. Są przecież i Genkow, Biton i Melikson czy Iliev... trudno mierzyć wszystkich jedną miarą i twierdzić, że każdy "obcy" jest zły.
Podobne podejście należy reprezentować w stosunku do polskich graczy - jedni są dobrzy, inni nie...
Jak dla mnie jedynym kryterium doboru zawodników do klubu powinny być ich umiejętności gry w piłkę i zaangażowanie. Oczywiście mając na uwadze fakt, że zawodnik z zagranicy powinien być wyraźnie lepszy od rodzimego, jeśli chce wychodzić w podstawowym składzie - tego nie neguję.
Oczywiście możemy spekulować, że powinno się oprzeć Wisłe na młodych, zdolnych polskich zawodnikach. Problem jednak w tym, że nie jest ich wielu, a jak już są, to ich macierzyste kluby dyktują za nich chore ceny.
Na chwilę obecną, politykę skupowania polskich zawodników można włożyć między bajki.
Jeśli chcemy mieć Polaków w składzie, musimy ich sobie sami wychować i wytrenować. Takie są realia. Mam nadzieję, że tą drogą pójdziemy. Ale owoce zbierzemy za kilka lat. A na teraz nie pozostaje nam nic innego niestety, jak szukać dobrych graczy za rozsądną cenę, co sam wiesz, że nie jest łatwe.
I liczyć na to, że takie Maki czy Świerczoki "odpalą", o ile w ogóle ich pozyskamy.
Zresztą, przykład Świerczoka - powiedzmy, że młody, że perspektywiczny. Wisła zadziałała szybko i konkretnie i co? I się nam Kaiserslautern wpakowało między wódkę a zakąskę... Wygrasz z nimi? Chyba nie...
Musimy rozdzielić nasze życzeniowe myślenie od realiów, w jakich się znajdujemy