Markus napisał(a):

|
Właśnie pod tym kątem cały czas piszę: narodowość nie ma żadnego znaczenia dla wyników zespołu, decydują inne czynniki. Dlatego tak absurdalne są wymagania stawiania jakichś parytetów, utrzymywania narodowościowych proporcji etc w procesie budowania zespołu.
|
Zgadzam się, ale w przypadku jeśli rozgraniczymy narodowość od ogrania zawodnika w realiach danej lig. Generalnie chodzi mi o to, że warto mieć Polaków w zespole, bo znają realia ligi, wiedzą jak w tej lidze trzeba grać, widzą różnice pomiędzy meczem z Ruchem, a meczem z Cracovią - to jest fakt, że takich zawodników warto mieć (bo i teraz takowych w Wiśle nieco brak), z oczywistych względów faktem jest też to, że wśród Polaków jest najwięcej piłkarzy o takiej, nazwijmy to, charakterystyce.
Niestety, chcąc osiągać regularnie sukcesy trzeba budować drużynę zarówno pod kątem rzeczywistości ligowej (niezależnie od tego jaka ona jest), jak i pucharów, powinno się mieć solidnych ligowych wyrobniaków siedzących w klubie przez lata (zbyt łatwo pozbywano się takich zawodników jak Zieńczuk, czy Baszczyński), a wzmacniać ich jak największą ilością zawodników o dużym potencjale (głównie rynek zagraniczny, bo i szersze pole wyboru).
Dlatego nie powinno się moim zdaniem rezygnować w Wiśle z polskich zawodników nie tyle z tego powodu, że są z Polski, co dlatego, że oni się tu łatwiej odnajdą. Niemniej jednak jestem bliski zastąpieniu stwierdzenia "polscy zawodnicy" stwierdzeniem "rynek krajowy" - bo niekoniecznie muszą być to Polacy, przecież taki Injac, Radovic czy Vukovic czują te wszystkie ligowe niuanse i spełniają moje warunki pod tytułem "dlaczego warto mieć Polaków".
Ewentualna rezygnacja z zawodników zagranicznych będzie czystym debilizmem (w kontekście takiego klubu jak Wisła), tak samo jak niewłaściwym jest zupełna rezygnacja z zawodników ogranych w naszej lidze. Jeszcze gdyby Wisła miała 8-10 takich zawodników typu Wilka, to ok, ten trzon zapewnia nam, że w lidze poniżej pewnego poziomu nie zejdziemy, no ale teraz w takiej sytuacji Wisła bynajmniej nie jest.
I niestety trzeba się pogodzić z tym, że w polskich warunkach zazwyczaj z czasem kruszy się ten trzon ciągnący grę zespołu (odejścia do lepszych klubów), a zostaje przez lata w klubie ta słabsza część drużyny - jeszcze długo nie będzie tak jak w lepszych klubach, że lepszy trzon jest zachowywany, a kruszy się ten słabszy, poprzez zastępowanie słabszych ogniw lepszymi. W Wiśle natomiast kruszą się regularnie oba trzony. Dlatego tak ważne jest moim zdaniem to, żeby ten "słabszy trzon" pierwszej jedenastki był w klubie przez lata, nie zmieniał się nadto (chyba że będzie możliwość wymiany ogniw na lepsze, przy sytuacji w której udaje się zatrzymać większość najlepszych zawodników), żeby był zgrany i ułatwiał wprowadzanie do drużyny nowych ogniw.
Można demagogizować w stylu "po co ściągać Polaków i dokładać tylko kolejnych Boguskich czy Gargułów", można też demagogizować w stylu "zrezygnujmy z Jaliensów, Lameyów, czy Diazów i sprowadzajmy Polaków", natomiast ja jestem zdania, że na polskim rynku trzeba szukać kolejnych Małeckich, a na zagranicznym kolejnych Meliksonów. Takie proste, a jednak w naszych realiach takie trudne...
Markus napisał(a):

|
I tak niebezpieczne żądania uprzywilejowywania jakiejś grupy pod kątem posiadanej narodowości – czyli np.: młodych Polaków. Ich trzeba szkolić, mieć w klubie, rozwijać, ale nie bezmyślnie, podług chęci równoważenia jakichś proporcji, zamiast według skali umiejętności i wartości sportowej.
|
Zgadzam się z tym, ale w sytuacji, w której Polak jest równorzędnym zawodnikiem dla obcokrajowca, powinien grać ten pierwszy. Co więcej, w przypadku, gdy młodzian jest może CIUT słabszy od obcokrajowca, a pokazuje symptomy olbrzymiego potencjału, też skłaniałbym się do promowania swojego zawodnika, o ile nie jest symbolicznym "dwudziestoczteroletnim młodzianem z potencjałem", chodzi mi o 18 latków, czy tez 19 latków. Coś w stylu obecnej sytuacji Czekaja i Jaliensa, choć raczej chodziłoby mi o sytuację, w której obaj ich odpowiednicy prezentują wyższy poziom...