Ogryzek napisał(a):

Nazywam rzecz po imieniu. Brak Polaków w skałdzie to dla mnie kolejna wersja Ptacovii.
(Wizja zespołu)
|
A więc skoro tak, to i ja zachowam się podobnie i nazwę rzeczy po imieniu: brak Polaków w składzie to norma w niemal każdej normalnej i silnej drużynie świata. Skoro dla Ciebie zespół oparty o obcokrajowców to zawsze demagogicznie Pogoń, dla mnie równie dobrze może to być np.: Chelsea, Real, Inter, Arsenal itd. Dalej chcesz się licytować brnąc w fałszywą uliczkę wmawiania, że liczba obcokrajowców przesądza o złym poziomie sportowym drużyny?
Zadam Ci jeszcze jedno proste, obrazowe pytanie a propo obcokrajowców i Brazylijczyków: Ty poważnie myślisz, że gdyby jakimś cudem udało się Wiśle hipotetycznie ściągnąć powiedzmy 15-stu Brazylijczyków klasy Marcelo, niekoniecznie reprezentantów, ale nieprzypadkowych, przewyższających wyszkoleniem o kilka klas wszystko, co u nas biega po boiskach , to nie dało by się zbudować z nich świetnej drużyny? Myślisz, że mieliby problem z wygraniem tej naszej marnej ligi tylko dlatego, że byliby obcokrajowcami?
No brawo, brawo..
Pan Dudi napisał(a):
Czy tylko ja tu widzę pewien brak ciągłości logicznej? Przecież jesteśmy właśnie świadkami upadku idei budowania klubu w oparciu o zagranicznych piłkarzy/ trenerów, co nie tylko zaprowadziło nas donikąd, ale przy okazji bardzo utrudniło drogę powrotną. Bo jak pozbyć się Jaliensa czy Lameya? Tylko płacąc odszkodowania, albo czekając, aż ich umowy się skończą. Jedno i drugie wiąże się z dużymi wydatkami.
Jakoś Legia i Lech mogą prowadzić szkółki w oparciu o polskich trenerów. Dlaczego w Wiśle musi być zagraniczny? Bo jest lepszy? Tak, jak Maaskant był najlepszy, bo nie mówił po polsku?
|
Nie jesteśmy świadkami upadku idei „budowania klubu w oparciu o zagranicznych piłkarzy/trenerów”, bo ta idea cały czas jest z powodzeniem realizowana w niemal każdej lidze świata. Dzięki niej skok zrobiły takie ligi jak turecka, cypryjska, rosyjska itd. Jesteśmy najwyżej świadkami poważnego kryzysu drużyny układanej przez Roberta Maaskanta. A i tak ta drużyna była najbliżej LM niż jakakolwiek inna polska drużyna w ostatnich latach, budowana w oparciu o „nie obcokrajowców”. Ten kryzys jest małym pikusiem w obliczu „kryzysu”, który w ostatnich latach trawił Legię, Śląska i który z czasem znów ich dopadnie, bo to prawidłowość drogi, którą oni kroczą.
Nasze obecne kłopoty bynajmniej nie sprawiają, że nagle nową wartość zyskała wielokrotnie skompromitowana już w przeszłości wizja budowy klubu w oparciu o szkolenie polskich zawodników i polskich trenerów forowanych przez PZPN. Gol Jończyka nie sprawia, że nagle znów mamy robić całkowity zwrot w polityce klubu i znów przepłacać za rzekomo utalentowaną polską młodzież powielając największe dawne błędy. Ale tutaj niestety nie pamięta się o nauce przeszłości i w ogóle lubi popadać ze skrajności w skrajność pod wpływem byle negatywnych zdarzeń.
rw88 napisał(a):

|
W ogóle za przeproszeniem dla mnie totalnym p*%&doleniem jest zarówno model stawiania na Polaków, jak i model stawiania na cudzoziemców, jak i stawiania na młodych.
|
Właśnie pod tym kątem cały czas piszę:
narodowość nie ma żadnego znaczenia dla wyników zespołu, decydują inne czynniki. Dlatego tak absurdalne są wymagania stawiania jakichś parytetów, utrzymywania narodowościowych proporcji etc w procesie budowania zespołu. I tak niebezpieczne żądania uprzywilejowywania jakiejś grupy pod kątem posiadanej narodowości – czyli np.: młodych Polaków. Ich trzeba szkolić, mieć w klubie, rozwijać, ale nie bezmyślnie, podług chęci równoważenia jakichś proporcji, zamiast według skali umiejętności i wartości sportowej. Nie można nagle zamykać drzwi dla obcokrajowców, nowych Meliksonów, Marcelów, Bitonów, Stiliców itd. bo komuś coś strzeliło w głowie i postanowił masowo, na siłę szukać nowych Błaszczykowskich wśród całego stada Kowalskich odwracając się od nich. Na dodatek w oderwaniu od braku bazy treningowej, akademii, profesjonalnego systemu szkolenia i trenerów.
To wtedy jest chore.