Incognito2192 napisał(a):

|
Winfried Schafer czy M. Jimenez kojarzą mi się z luksusowymi journeymanami z boksu. Kiedyś mieli jakąś wartość, byli dobrze - ale od czasu porażek tylko jeżdżą tam gdzie po nich zadzwonią i dobrze zapłacą, a swoim nazwiskiem firmują kolejną klęskę, bo wartości sportowej już nie mają ( gdyby mieli, to pracowali by w Niemczech czy Hiszpanii, a nie włóczyli się po świecie za kasą).
|
Masz rację, ale w tym miejscu należy uświadomić sobie, że Wisła w skali świata jest klubem przeciętnym. Jest masa lepszych i bogatszych i jest góra słabszych i biedniejszych. Jako że jesteśmy więc średniakami to mamy przerąbane. Gdybyśmy byli słabym klubem pokroju takiego FK Szawle, wówczas nikt by nie wymagał cudów, trenowałby nas kto popadnie, każdy start w pucharach niezależnie od wyniku byłby sukcesem i byłoby super. Jakbyśmy byli jak Real Madryt moglibyśmy sobie pozwolić na każdego trenera na świecie. Ale my jesteśmy Wisła Kraków, klub z wielkimi aspiracjami ale małymi pieniędzmi i dupianą ligą. Nie stać nas na dobrego trenera, ale chcemy wyników. Zawsze jest jakiś wybór. W przypadku Wisły jest to wybór między "młody, zdolny, na dorobku" a "stary, wypalony i z nazwiskiem". Dla średniaków najtrudniej znaleźć trenera.