|
Winfried Schafer czy M. Jimenez kojarzą mi się z luksusowymi journeymanami z boksu. Kiedyś mieli jakąś wartość, byli dobrze - ale od czasu porażek tylko jeżdżą tam gdzie po nich zadzwonią i dobrze zapłacą, a swoim nazwiskiem firmują kolejną klęskę, bo wartości sportowej już nie mają ( gdyby mieli, to pracowali by w Niemczech czy Hiszpanii, a nie włóczyli się po świecie za kasą).
|