pio napisał(a):

Na tym forum panuje przekonanie, że Maaskant wyleciał tylko za derby? Tylko za trzy z rzędu porażki? A że sam napompował balon mówiąc o dwóch równorzędnych 11, z których jedna nie mogłaby zdobyć mistrza i co się dzieje? Gdy odpoczywał skład A przed batalią o LM, to skład B niemiłosiernie męczył się w lidze. Gdy słabość składu A została totalnie obnażona przez Cypryjczyków, to mówiło się o 3minutach od raju, choć dzieliła nas przepaść, a przypadkowa bramka Czarka mydliła oczy - tak jak wcześniej przypadkowy gol Bitona na Widzewie, niesamowite męczarnie z Zagłębiem u siebie! itd. I tak w każdym kolejnym meczu, nieważne z kim przyszło nam grać, nie ważne gdzie, grą rządził przypadek i trzeba było drżeć o wynik. Żadnego rywala nie drużyna Holendra nie potrafiła zdominować, a w grze dominował chaos - w ataku dawały było dobrze po akcjach indywidualnych, w obronie miał nas ratować Pareiko - zajebista taktyka! Później doszły kontuzje i zaczął się płacz i szukanie wymówek, choć Wisła tylko w jednym meczu zagrała dobrze - z Lechem, ale jak się nie wykorzystuje takich sytuacji? Doszło do sytuacji, że drużyna na ligę mistrzów znajduje się w okolicy podium ligi, gdy jej konkurenci przegrywają z byle kim - jak w poprzednim sezonie. Czyli plan trenera Maaskanta mógłby jakoś działać, wygrywać u siebie, remisować na wyjazdach, tylko że jego drużyna tego nie potrafiła już pod koniec mistrzowskiego sezonu.
Zastanawiam się skąd gloryfikowanie jego dokonań, skoro nie nauczył tej drużyny niczego, od woli walki i nieustępliwości, bycia boiskowymi s....ysynami po bardziej piłkarskie elementy, jak kilka/kilkanaście celnych podań (tu przypomina mi się mecz z Twente i Apoelem), pewne schematy zachowań, umiejętność stwarzania i wykańczania akcji, ustawianie przy stałych fragmentach gry, gra pressingiem, płynne przechodzenie z obrony do ataku i odwrotnie...Wisłę Maaskanta zapamiętam dzięki na siłę rozgrywanym krótkich rzutów rożnych.
PS: naprawdę myślicie, że miał pomysł jak z tego marazmu wyprowadzić drużynę? Ja w to wątpię, a wy przypomnijcie sobie ile dobrych meczów za jego kadencji rozegraliśmy...
PS2: do konferencji po meczowych nawet nie wracam
|
To jest dokładnie mój punkt widzenia. Trener przez 444 dni mimo realnych wzmocnień, o których niejeden poprzednik mógł pomarzyć nie potrafił wpoić w tę drużynę absolutnie NIC. Z meczu na mecz ta sama gra, ten sam marazm, brak woli walki, brak dominacji nad przeciwnikiem, błędy w obronie, zmęczenie. No sorry, ale mistrz Polski MUSI potrafić zdominować takie drużyny jak Lechia w kryzysie, Podbeskidzie czy Cracovia w kryzysie. Bo ten skład zdecydowanie ma potencjał by grać przyjemnie dla oka, efektywnie i jak przystało na czołową drużynę kraju.
A nie tak jak napisał pio, że w każdym meczu, niezależnie czy to Bielsko czy APOEL, drżymy o wynik, boimy się każdego stałego fragmentu i nieporadni w ataku, a w obronie smród za smrodem...