Wyświetl pojedynczy post
flamengista
Piknik
 
 
Od: 03.2004
Skąd: Kraków/Bronowice

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#7800
Stary 08.11.2011, 09:46
Mixu napisał(a):Wyświetl post
Błąd, błąd i jeszcze raz błąd. Znowu wszystko zaczyna się od początku. Przecież trenerowi trzeba dać przynajmniej z 3 lata na pracę. Drużyna ma kryzys i to gołym okiem widać, ale to nie oznacza że będą za pół roku ( może za rok? ale kto jest ....a na tyle cierpliwy ? ) grać zajebistą piłkę. A tak to zmiana trenera znowu nas cofa o ileś kroków wstecz..

Z drugiej strony rażące błędy Maaskanta. Na siłę trzymanie rodaków, brak ewidentnie pomysłu na grę może faktycznie zniechęcać do dawania mu szansy. No i to .......enie, już to z Legionistą Maciejem przerabialiśmy..to niepoważne.

Teraz zobaczymy kogo ściągnie Stan. Miejmy nadzieję że to będzie drugi Melikson. Na ławce trenerskiej..
Boże, co za bzdury. 3 lata, czemu nie 30ci?

W poważnych laboratoriach zatrudniają researcherów na 2 lata i chcą wyników w postaci publikacji do Nature i Science. A w biznesie, w którym 11 chłopaków w krótkich spodenkach kopie piłkę, trener ma mieć większą stabilizację, niż w świecie badań naukowych?

Ja się pytam: dlaczego? Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. Owszem, zmienianie trenerów jak rękawiczki po 4-5 nieudanych meczach to szaleństwo. Tą droga podążał kiedyś Jesus Gil, później Wojciechowski i źle na tym wyszli (choć Józio chyba się zreflektował, dał szansę Zielińskiemu i jest pewna poprawa).

Ale w Wiśle nikt nie zwalniał Maaskanta po kilku nieudanych meczach. Robert dostał u nas 1,5 roku pracy. Dostał komfortowe jak na Polskę warunki w postaci niezłych piłkarzy, przynajmniej na papierze. To wystarczający okres, by sprawdzić czy idziemy w dobrym kierunku, czy należy dać trenerowi więcej czasu.

Problemem było chyba jednak to, o czym pisze Kominek - Maaskant zanadto się pospieszył. Celem po roku - zamiast konsekwentnej budowy drużyny - stał się awans do LM. Stąd ściągnięcie graczy na "tu i teraz", którzy mieli zrobić awans. Nie zrobili, bo zrobić nie mogli. Problem w tym, że motywacja siadła, a gracze którzy mieli być od razu gotowi do gry grają niestety słabo. I tu Maaskant wpadł we własnoręcznie zastawioną pułapkę. Obiecał dobrą grę w tym sezonie - nawet po odpadnięciu z LM nadal mamy totalny chaos i padakę. Doświadczeni zawodnicy pokroju Lameya, Jaliensa czy Iliewa powinni zapewnić jakiś minimalny poziom gry.

Trzeba było postawić sprawę jasno, po wygraniu ligi, gdy pozycja trenera była najmocniejsza. Nadal jesteśmy na etapie budowania drużyny. Więc europejskie puchary traktujemy jako miłą niespodziankę, a nie cel sam w sobie. W letnim okienku należało dalej szukać graczy perspektywicznych: więcej Bitonów i Jovanoviców, mniej Iliewów i Lameyów.

Jedyna droga, którą może podążać Wisła w najbliższym czasie to droga Amiki i Legii - promowanie młodych zawodników, których sprzedaje się z zyskiem. A przy okazji osiąganie umiarkowanych sukcesów w europejskich pucharach.

Maaskant tego nie zrozumiał, w dodatku on traktował polską ligę jako przystanek w drodze do wielkiego klubu na zachodzie. Nie miał więc niezbędnej cierpliwości - chciał sukcesu tu i teraz. Awans do LM dałby mu przepustkę do upragnionej elity, po czym zostawiłby nas bez żalu.

Zaryzykował i przegrał, a my wraz z nim.
Uma vez Flamengo, sempre Flamengo
Odpowiedz cytując