|
Nad warsztatem taktyczno piłkarskim Maaskanta można dyskutować.
Będą tacy, którzy nawet teraz dopatrzą się myśli przewodniej i kroku naprzód, będą tacy, którzy dowodzić będą kompletnej pustki.
Jedno jednak dla mnie nie podlega dyskusji - Robert okazał się średniej co najwyżej klasy psychologiem, liderem, motywatorem.
Wisła to klub, który co roku walczy o mistrzostwo Polski. Klub w którym większość piłkarzy zarabia po kilkaset tysięcy Euro rocznie i ma status gwiazdy (czy zasłużony to już inna sprawa). Wisła to klub w którym podstawową rolą trenera jest zmotywowanie piłkarzy, którzy kilka dni wcześniej kopali piłkę w meczu reprezentacji albo w pucharach z Fullham, żeby chciało im się zostawić serce i płuca w meczu z półamatorami z Bielsku Białej czy Kałuży. Gościa z charyzmą który czasami boleśnie egzekwował będzie założenia i wyciągał konsekwencje. W zamian mamy faceta, który po każdym przegranym meczu puszcza w świat info, że nic się nie stało i tym razem po prostu brakło szczęścia.
Tu Maaskant moim zdaniem poległ całkowicie. Bo nikt mnie k.wa nie przekona, że nawet w fizycznym stanie terminalnym ta drużyna nie powinna poradzić sobie z Cracovią, która od kilku sezonów jest pośmiewiskiem ligi.
Coś mi się wydaje, że za bardzo się Robert skumplował z drużyną, być może źle delegował odpowiedzialność, być może zagłaskał tych buców wychodząc z założenia, że pracuje w normalnym kraju, w którym kopacze poważnie traktują swoje obowiązki i walka o każdy metr boiska jest czymś oczywistym.
Miał Robert u nas szkołę życia. Wystarczy.
|