Nie mógł być Kaziu, więc jest... Kaziuflynn. Robert Maaskant rozbawiony pracą polskich urzędów
http://krakow.naszemiasto.pl/artykul...fca36939,1,3,5
Niby śmieszne, ale naprawdę przerażające. Urzędnik decyduje, jakie ktoś ma dać imię swojemu dziecku. Dla Maaskanta wizyta w USC na Lubelskiej to musiała być wizyta w innym świecie. Więc ma nasz trener dzieciaka Kaziuflynna.