Jeśli Biton utrzyma skuteczność, to nie wzrośnie uzgodniona kwota wykupu (bo ta jest zagwarantowana w umowie), ale wzrosną na pewno jego wymagania finansowe. Co z tego, że kluby dogadają się między sobą, skoro zawodnik odrzuci kontrakt? Więc, skoro mimo ignora i tak muszę widzieć posty Oldpara, proponuję poćwiczyć umysł na takim zagadnieniu:
Czy lepiej kupić gościa teraz i już teraz zaproponować mu kontrakt, czy poczekać aż jeszcze trochę bramek w Polsce i Europie strzeli i jego manager dostanie fax z np. FC Koln, który zaproponuje jego piłkarzowi kontrakt wyższy o 20% w porównaniu do tego, co Wisła będzie mogła mu dać?
Tekst "Co jeśli ktoś mu urwie nogę", to już w ogóle abstrakcja najwyższych lotów. Może w ogóle nie kupujmy piłkarzy, skoro mogą odnieść kontuzje? Wydaje mi się, że jeśli mamy go kupować, to najpóźniej w przerwie zimowej, bo potem może być nas już na niego nie stać. Z Gargułą też czekaliśmy aż mu wygaśnie kontrakt, bo poskąpili jakiejś tam kasy (nie wnikam, czy wtedy była ona adekwatna do wartości piłkarza, ale biorąc pod uwagę, że od razu w pierwszym meczu wiosny Garguła zerwał więzadła i straciliśmy piłkarza na jakieś 2 lata, to widać jak na dłoni, że wyszliśmy na tym źle).
Edit: No i oczywiście ciągle trzeba pamiętać o tym, że i tak go nie wykupimy po tej uzgodnionej cenie, bo nas na nią nie stać.

A jeśli chłop będzie ciągle strzelał, to przecież żadne negocjacje nie będą wchodzić w grę, bo zaraz znajdzie się ktoś, kto da za niego np. 2 mln €. Za 23 letniego piłkarza, który jest w formie, to chyba nie jest wygórowana kwota dla europejskich średniaków.
Były trener Bitona: Wisła na nim nie straci.