z wp.pl
Cytat:
tym, że Robert Maaskant nie należy do ludzi, którzy potrafią przyznać się do błędu wiadomo od dawna. Ostatnio jednak szkoleniowiec Białej Gwiazdy przechodzi sam siebie. Po meczu w Łodzi zarzucił dziennikarzom stacji Canal +, że ci są nieprzychylni jego drużynie.
W ubiegłym tygodniu szkoleniowiec Wisły nie potrafił przyznać przed dziennikarzami, że zwycięstwo nad Jagiellonią Białystok jego drużyna zawdzięcza również mylnym decyzjom sędziego, który nie zauważył faulu Jaliensa na bramkarzu gości w efekcie czego jego drużyna zdobyła wyrównującą bramkę.
- Według mnie przy bramce na 1:1 faulu na bramkarzu nie było. On jest dobrym aktorem - tak mówił po meczu w Krakowie Maaskant. Zdanie zmienił dopiero po fali krytyki, jaka na niego spadła i po tym, jak do błędów przyznał się sam arbiter feralnego spotkania, który przeprosił drużynę Jagiellonii za popełnione błędy.
Wydawało się, że ta sytuacja nauczyła czegoś szkoleniowca Wisły. Tym bardziej, że już tydzień później kolejna skandaliczna decyzja sędziego pomogła jego graczom wywalczyć kolejne trzy punkty.
Przypomnijmy, że prowadzący niedzielny mecz pomiędzy ŁKS-em, a Wisłą Robert Małek nie uznał w 80. minucie prawidłowo zdobytej przez gospodarzy bramki tłumacząc się tym, że Marcin Kaczmarek był na pozycji spalonej. Gołym okiem jednak było widać, że do ostatniego obrońcy Wisły graczowi ŁKS-u brakowało 68 centymetrów, czyli bagatela ponad pół metra.
Arbiter techniczny tego spotkania, Sebastian Jarzębak dzięki powtórkom w telewizji Canal+ dowiedział się, że bramka została zdobyta zgodnie z przepisami i przekazał tę informację sędziemu liniowemu. Robert Małek po rozmowie z nim nie zdecydował się jednak zmienić decyzji.
Szkoleniowiec Wisły na pomeczowej konferencji prasowej nie chciał jednak oceniać pracy arbitrów spotkania. Na poniedziałkowym treningu zarzucił natomiast nieprzychylność dziennikarzom stacji Canal +.
- Byłem bardzo zaskoczony, że ludzie z Canal+ rozmawiali z sędziami i mówili, że nie było spalonego. Takie sytuacje pokazują, że nie chcą, byśmy wygrywali. Ocena takich sytuacja to nie jest ich rola, tylko sędziego. Jestem za wprowadzeniem analizy wideo, ale dopóki jej nie ma, to nie powinno się z niej korzystać. Raz zostanie skrzywdzony nasz przeciwnik, innym razem my - powiedział cytowany przez portal sport.pl Maaskant.
|
smierdziele znow atakuja. jak pomysle ze ich siedziba miesci sie na terenie mojej uczelni to az kusi...