Pierwszy prawdziwy sukces Maaskanta przyszedł w najlepszym możliwym momencie. Atmosfera po odpadnięciu z LM, klęsce z Odense i po porażce z Legią była grobowa, a kontrowersyjne zwycięstwo z Jagą nie pomogło.
Dziś jednak trzeba powiedzieć: zagraliśmy wreszcie niezły mecz, ze zdecydowanie lepszym (kadrowo) od nas zespołem. I udało się zdobyć cenne 3 punkty. Niezależnie od naszej dalszej gry w grupie LE, to jest spory sukces i bardzo miła niespodzianka. Mam też nadzieję, że to zwycięstwo podbuduje psychicznie naszych piłkarzy i da im większą pewność w grze.
Spora w tym zasługa naszego trenera. Nie graliśmy na "hurra" po wyrzuceniu zawodnika Fulham, tylko trzymaliśmy się ostrożnej gry i próby szybkiej piłki. Parę razy się to udało w pierwszej połowie. W drugiej siadł kondycyjnie Garguła, który wcześniej nieźle kreował grę - więc i nasz atak pozycyjny wyglądał gorzej. Mamy jednak świetnego Bitona, do tego niezłych Iliewa i Kirma i to dziś wystarczyło.
Najbardziej jednak cieszy postawa zawodników, po których nie tylko ja jechałem równo (i to nie bez powodu): Jaliensa i Lameya. Obaj dziś zagrali dobre zawody, w przypadku Kew powiedziałbym nawet, że bardzo dobre. W ogóle dziś defensywa wyglądała całkiem nieźle - Chavez co prawda wyleciał, ale grał też nieźle, a jego zejście z boiska nie miało już wpływu na wynik. Najsłabszym ogniwem był Diaz, który był niemiłosiernie ogrywany przez Anglików.
Dostałem bardzo miły prezent na imieniny, dzięki
