przem napisał(a):

|
O ile pierwsze było dla mnie dość oczywiste, to że kontrakt jest wyższy niż Jaliensa już mnie lekko zaskakuje. A teraz można spojrzeć tak - mamy gościa, dobrze nam znanego, który wielokrotnie reprezentował Polskę, rozegrał ponad 200 meczy w lidze belgijskiej i ponad 100 w greckiej (z czego ponad 200 w topowych zespołach - Anderlecht, Olympiakos). Po drugiej stronie mamy 1,5 roku młodszego gościa, który również rozegrał ponad 300 meczów (a właściwie prawie 400), akurat w Eredivisie (lepsza od belgijskiej, porównywalna do Greckiej, moim zdaniem). Ma wprawdzie 10 razy mniej meczy w reprezentacji, ale - nie oszukujmy się - znacznie silniejszej. Do tego jego AZ również w latach, w których grał (na wiki jest 2004-2009) było topowym klubem, za wyjątkiem pechowego 2008 (nam też się zdarzyło miejsce poniżej Pasów). No i wygląda, że ten drugi jest tańszy...
|
Tylko że ten pierwszy do niedawna grał regularnie i na wysokim poziomie, podczas gdy ten drugi grzał ławę praktycznie bez szans na jakąkolwiek poprawę. W Holandii poza absolutnym topem nie płaci się znowu tak dużo - ot, zaleta posiadania szkolenia. Tam robią właśnie to, czego domagają się nawiedzeni u nas - stawiają na wychowanków. Jest tylko jedna, ale zasadnicza różnica: system szkolenia.
De Zeeuw w felietonie napisanym dla "PS" stwierdził, że gracze tacy jak Lamey czy Jaliens nie mają już czego szukać w Eredivisie. Słabsze kluby wolą wystawić wychowanka żeby później sprzedać go za duże pieniądze niż inwestować w piłkarzy, którzy najlepsze lata maja już za sobą.
Ale w szkolenie trzeba najpierw zainwestować: u nas kasa idzie z Wisły do TF, a bazę treningową przesuwa się zawsze na "po awansie do Ligi Mistrzów".