No dobrze, cytuj Makiavela - dzięki za przypomnienie, bo przecież go czytałem. I co z tego? Jakkolwiek okrutne tam są rzeczy- są one napisane przy takim założeniu jakie wcześniej podałem przecież. Nie rozumiem za czym to ma być argument.
Przedstawiasz argument nacjonalistyczny.
"U nas przy autonomi nie byłoby na dłuższa metę nic co wiązałoby wszystkie województwa z centralą." - otóż dużo. Bo naród to całkowicie inna sprawa niż państwo (pomijam dzisiejsze wymysły typu "naród polityczny" itd, raczej chodzi mi o naród jako wspólnotę języka, kultury, historii). Ja się w to zagłębiać nie będę, bo nie jestem szpecem od tego. Coś mi instynkt i skrawki różnych czytadeł które zachowały się w pamięci podpowiadają, że szczęśliwi ludzie są bardziej szczodrzy i w ogóle bardziej skłonni do tworzenia społeczeństwa obywatelskiego. Na pewno byłby to nowy proces, a skoro tak- to jego skutki dla państwowości jaką znamy teraz są z definicji nieprzewidywalne. Być może wielu podejdzie do tego zbyt emocjonalnie ale nacjonalizm powstawał trochę później niż np. silnik parowy

O drugim już wiadomo że to mało wydajne- a kiedy damy sobie (jako ludzkość) spokój z tym drugim wynalazkiem?
Apeluję o uważniejsze czytanie... przecież napisałęm - "po cholerę nam ta Polska". Otóż nazwij mnie jak chcesz ale celem mojego "projektu" nie jest zadowalanie potrzeb państwa tylko obywateli. Ludzi. Nas.
Napisałem - każdy rząd będzie unieszczęśliwiał pewną (zawsze inną) grupę ludzi. A celem mojego pomysłu było ograniczenie tej liczby do minimum. Czyli wiele rządów do wyboru jednocześnie- jak niby inaczej ten wynik uzyskać jak nie przez regionalizm i wysoką autonomię?
I też z góry zaznaczam że ważę każde słowo: ograniczenie "ucisku" do minimum bo przecież wiadomo, że pedofile, nekrofile, mordercy, złodzieje i tego typu ludzie nigdzie nie powinni czuć się swobodnie.
PS. Argument o tradycjach i bardzo silnych więzach.. kurde skąd ten pesymizm? A może właśnie jutro lub za tydzień stanie się coś, co zacieśni więzy narodowo-patriotyczne? Może w listopadzie stanie się coś, co będzie kolejną narodową tradycją? Historia nie jest schowana w zamrażarce, ona jest kreowana każdego dnia. Innymi słowy- Może dzieci w 2134 będą uczyć się najpierw o wydarzeniach z roku 2024 a potem dopiero 1410, 1918 i tak dalej?
PS2. Ja nikogo do niczego przekonywać nie mam zamiaru bo z tego wyrosłem jakoś tak, sam z siebie... Kiedyś byłem bliski racjonalizmowi, Korwinowi i w ogóle. Wierzyłem w prawdy obiektywne, logiczne konstrukcje systemowe które *MUSZĄ* sprawdzić się zawsze i wszędzie. Dziś raczej skłaniam się ku poglądowi, że różne czasy, warunki, okoliczności wymagają zupełnie innego podejścia. Być może czasem słuszną koncepcją jest jednak gospodarka "pro-społeczna" - w innych czasach, mentalności i sytuacji jak najbardziej jak najbrutalniejszy kapitalizm...to się chyba zwie utylitaryzm?
Dlatego przecież nie zaprzeczę, że Kazimierz Wielki unifikując prawo w Polszcze

zrobił wielką rzecz i odniósł sukces. Tak samo bohaterem był Paderewski... Ale teraz są delikatnie inne czasy.