Wydaje mi się, że daliście się zwariować tej nagonce na Lyczmańskiego. On z resztą też. Dziennikarz weszlo nie dzwonił do niego po to, żeby walczyć o sprawiedliwość, tylko po to, żeby dać upust emocjom, bo Wisła miała przegrać. Bo przecież, gdyby chciał obiektywnej oceny, to zapytał by też o niepodyktowany karny dla nas, prawda?
No i nie kupujcie ściem, że bramkarz w polu bramkowym jest uprzywilejowany, bo NIE JEST. Tutaj byliśmy świadkami zwyczajnej walki o piłkę. Mudzina nie widział bramkarza, sam bramkarz też wyskoczył do piłki. Nie rozumiem o co taka afera. A fakt, że Lyczmański przyznał się do winy... Kiedyś studenci psychologii czy socjologi którejś z uczelni przeprowadzili pewne badanie. Na sali kinowej było 100 osób, z czego 99 było podstawionych. W pewnym momencie na ekranie na chwilę pojawiła figura geometryczna - koło. Po wyjściu z sali każdy miał powiedzieć, co widział. Te 99 podstawionych osób powiedziało, że widziało kwadrat. Jedyna niepodstawiona osoba powiedziała to samo. Rozumiecie do czego zmierzam? Nie dziwię mu się, że przyznał się do błędu, skoro zewsząd (!) słyszy o tym, jak to wypaczył wynik meczu (a skończyło się 3-1 dla Wisły, nie 2-1, czy 1-1).
No i tutaj przepisy gry w piłkę:
http://www.fifa.com/mm/document/affe...0%5f11%5fe.pdf
Jeśli ktoś znajdzie fragment mówiący o uprzywilejowanej pozycji bramkarza w polu karnym, to niech mi da znać (oczywiście nie chodzi mi o to, że może łapać piłkę w ręce

).