|
Kilka przemyśleń po wczorajszym meczu:
1. Wielki fart Maaskanta, co trochę mnie martwi. Jak długo jeszcze będę musiał oglądać żenujących Jaliensa i Lameya? Pierwszy, jeśli mu się dobrze przyjrzeć, gra żenująco słabo, drugi - jemu nie trzeba się lepiej przyglądać, gość jest chodzącą katastrofą.
2. Odnośnie sędziowania - ciekaw jestem, co Robert wczoraj krzyczał, ale chyba tylko "good job".
3. Po wczorajszej uroczystości Henryk Reyman przewraca się w grobie. Co to w ogóle było?
4. Nasz spiker to niemożliwie inteligentna bestia - minuta ciszy z okazji. Dobre sobie.
5. Odwiedziłem dopiero co otwarty sektor B. Mogę napisać tylko tyle - komedia. Przyszliśmy godzinę przed meczem, żeby spokojnie załapać się na te wszystkie uroczystości (ku klux klan i inne), wchodzimy (tutaj pierwszy minus - wejście trzech osób na raz wydawało się dla wpuszczających nie do ogarnięcia), idziemy na górę i czeka nas przykra niespodzianka. Nigdzie nie kupimy czegoś do picia. Dlaczego? Bo trybuna jest otwarta pierwszy raz. Gorące jak wczorajsza aura pozdrowienia dla panów organizatorów. Później puścili chłopaka z napojami. Ciekawe, czy on rzeczywiście miał dostarczać napoje, czy być buforem dla poirytowania innych tam obecnych. Aha, panowie stewardzi, nie wczuwajcie się tak w swoją robotę, bo jesteście ŻAŁOŚNI.
6. Jeśli chodzi o doping, to wszystko na naprawdę dobrym poziomie. Szczególnie cieszyło mnie głośne wyrażenie zadowolenia z gry Lameya i Jaliensa. Szkoda tylko, że do Roberta to nie dociera.
Nie uczyniłeś mnie garbatym
Dzięki Ci za to Panie
|