Piękny wykład. O tolerancji. Zastanawiam się tylko kogo autor miał na myśli. Czy chodziło może o tych którzy ze względu na inne poglądy zostali "moherowymi beretami"? Czy może o tych kibiców z których zrobiono na okres kampanii niebezpiecznych bandytów przez którymi może obronić szeryf Donek? No bo chyba nie chodzi o tych którzy za wywieszanie chaseł niezgodnych z obecną linią trafiali do więzienia i dostawali kolegia? Nie chodzi też chyba otych dziennikarzy którzy za niechęć do uczestniczenia w fali nagonki na JK zostali uznani za "pisowskich" i wywaleni z pracy? Myślę że nietaktem było by też wspominanie o takim jednym byłym członku Partii Oświeconej który w imię "wolności światopoglądowej" zarzynał tych inaczej myślących w Łodzi? itp, itd. Przykładów można mnożyć.
Ale skoncentrujmy się może przez chwilkę na "ludziach którzy coś dokonali". W rzeczy samej Wajda niezłym reżyserem był tak samo jak Olbrychski aktorem. I nie mam zmiaru z tym polemizować. Przestaje mi się jednak podobać gdy obaj panowie wkraczając na grunt polityki dają przykłady "tolerancji" i "uczciwości". A tak się składa że obydwaj mają na tym polu całkiem niezłe "osiągnięcia" (że przypomnę zwykłą potwarz Olbrychskiego w stosunku do Wildstaina w programi telewizyjnym czy sławną wypowiedź Wajdy o "przyjaciołach w telewizji").O tym kogo Wajda popierał czterdzieści lat temu nawet nie wspominam. Sartr był znaczącym myślicielem ale bardzo marnym człowiekiem. Rozumiem że ktoś może czuć sie na tyle zagubiony że potrzebuje mieć w swoim życiu "światełka" w postaci "ludzi którzy coś dokonali" ale patologią jest oczekiwanie ż inni będą się kierować tymi samymi kryteriami. Powiedziałbym wręcz że oczekiwanie że inni będą podążać tym"tropem" jest mocno "nietolerancyjne".
Podsumowując ten wątek: odnoszę wrażenie że z równym powodzeniem zarzuty o nietolerancję mogliby podnieść: naziści wobec Żydów czy komuniści Bieruta wobec ludowców Mikołajczyka.
Banałów o przeniesieniu energi na R22 i "złych Polakach" komentować nie chcę bo moim zdaniem zwyczajanie nie warto. Był bym natomiast ciekaw Twojej opinii: czy zakwalifikował byś sam siebie jako agitatora politycznego czy kandydującego?