|
Wszystko się rypło za sprawą meczu na Cyprze. Z drużyny, która mogła zagrać konsekwentnie w pierwszym meczu z Apoelem, stylowo u siebie z Litexem zostało kilkanaście indywidualności. Mecz w Poznaniu wydaje się być wyjątkiem potwierdzającym regułę. Zespół zatracił styl, a co gorsza nie prezentuje odpowiedniej woli walki i ambicji, która powinna cechować Mistrza.
Smutne jest to, że w przypadku kontuzji Meliksona nie ma kto ciągnąć gry. Jirsak jak zwykle gra z przodu na alibi, a Nunez pomimo niezłych umiejętności technicznych i dobrego przeglądu pola nie potrafi zabłysnąć niekonwencjonalnym zagraniem. Kirm jest tylko po to, by nie pozostawić wolnej flanki. Biega przy linii lub schodzi do środka, ale wymiernych efektów w postaci celnych strzałów czy dobrych podań nie ma, nie mówiąc o bramkach i asystach. Iliev w niewyjaśniony sposób stał się cieniem samego siebie z początku sezonu, a Biton osamotniony nie zdziała zbyt wiele. Dość powiedzieć, że zawodnikiem, który w meczu w Warszawie robił z przodu najwięcej zamieszania był Marko Jovanović - w tym momencie najlepszy piłkarz w naszej drużynie.
Co więcej, gramy na zwolnionych obrotach, czego nie sposób nie zauważyć. Gdzieś jakiś błąd musiał zostać popełniony. Wydaje się, że drużyna została przygotowana na awans do LM, ale nie pomyślano, że może w takim wypadku zabraknąć paliwa na "sezon zasadniczy". W każdym razie - coś jest nie tak.
O obronie można napisać wiele. Można też po prostu stwierdzić, że trzeba było dać spory kontrakt Głowackiemu, by odechciało mu się odejść do Turcji. Wszak tym samym przekonano Kew Jaliensa. Chavez przy Arku grałby zupełnie inaczej i śmiem twierdzić że lepiej, ale zweryfikować nie sposób.
Kilka kamyczków trzeba wrzucić do ogródka Valckxa, czyli Cupiała. Polityka transferowa wygląda tak, jakby ktoś myślał nad dobudowaniem kolejnego piętra w swoim domu, choć fundamenty są może nie w opłakanym stanie, ale również w nie najlepszym. A forsy w kiermanie niezbyt wiele. Jeżeli decydujemy się na budowę drużyny, nie można opierać się na wypożyczeniach. Ilu zawodników ściągniętych na krótko zostało u nas? No właśnie. Choć Biton i Nunez są lepszymi zawodnikami niż Boukhari czy Rios, to mogą oni podzielić los Cikosa, na którego ktoś żałował pieniędzy (ale na pensję dla Lameya się już znalazły). I co wtedy będzie? Trzeba będzie szukać nowych zawodników. Ktoś kiedyś powiedział, że chce w Wiśle widzieć zawodników głodnych sukcesów. Takich, którzy chcą iść zawsze wzwyż. Nazywa się jakoś na B... Och, jak życie potrafi zweryfikować nasze słowa.
Początek zeszłego sezonu też był kiepski. Maaskant nie wygrywał. Jednak Wisła grała tak, że widać było zalążki gry zespołowej, próby konstruowania akcji nie było spontaniczne i nieprzygotowane. Teraz wyniki co prawda są lepsze (niewiele lepsze, ale lepsze), ale nie widać porządku i organizacji w naszej grze. Zwykle żywiołowy Holender na Łazienkowskiej chował się w cieniu ławki rezerwowych. Czyżby coś przeczuwał?
Co więc powinno się wydarzyć? Dałbym Maaskantowi czas do zimy. Potem na spokojnie, przed rozpoczęciem okresu przygotowawczego wypadałoby się zastanowić co zrobić dalej. Może ten kryzys jest tylko przejściowy? Chciałbym, żeby tak było, choć oczywiście wszystko zweryfikuje boisko.
Ostatnio edytowane przez murray : 03.10.2011 o godz. 22:49.
|