Greebo napisał(a):

|
zaryzykuje teze ze jakby Wisłe prowadził Polak, to nie przegralibysmy z Twente bo wogole bysmy z nimi nie grali.
|
Nie musisz nawet ryzykować takiej tezy

.
Przy okazji kilka komentarzy Białońskiego z meczu sprzed 6 lat

. Czy nie mamy czasem jakiegoś małego deja vu? Dodam jeszcze, że Feyenord był wtedy 5 drużyną Holandii.
- Feyenoord jest silny w ofensywie, ale jego piętą achillesową jest obrona. Musimy to wykorzystać - mobilizowali się przed meczem wiślacy. Zapomnieli jednak, że sami defensywę mają jak ser szwajcarski, co na wyjeździe, w starciu z rywalem z silniejszej ligi, musi się zemścić.
Najgorsze jest to, że gospodarze nie musieli się wiele napocić, by zdobywać bramki. Wisła straciła pierwszego gola po nieudanej pułapce ofsajdowej. Dariusz Dudka zagapił się. Zamiast zrobić krok do przodu, podnosił rękę w górę, sygnalizując spalonego. Po dalekim podaniu Buijsa "Dudi" stał jednak bliżej bramki. Wykorzystał to Nicky Hofs, który doszedł do piłki i stojąc tyłem do bramki, lekkim uderzeniem głową pokonał wysuniętego Dolhę. Nasz bramkarz po prosto jakby nie wiedział, że stoi w niewłaściwym miejscu.
Wydawało się, że przyjezdni opanowali sytuację. Przeważali na środku pola, częściej atakowali. Cały czas jednak mieli problemy z szybkim odzyskaniem piłki. Nie było tego, co w tym momencie trzeba było zastosować - gry pressingiem. Pełno było też nieporozumień na linii obrońcy - Dolha. Rumuński bramkarz rozgrywał wczoraj najgorszy mecz, odkąd pojawił się na Reymonta. Spóźniał się z wyjściem do piłki, bądź nie wybiegał wcale do dalekich prostopadłych podań. Po prostu zupełnie nie czuł gry.
Słaba postawa w defensywie zemściła się pięć minut przed przerwą. Marek Zieńczuk najpierw wysłał Michaela Thwaite'a do środka pola karnego, później nie zablokował centrującego z prawej strony Jonasa Kolkki, a Arkadiusz Głowacki nie zdążył powstrzymać na siódmym metrze Jonathana De Guzmana i Kanadyjczyk nie miał problemów z trafieniem do siatki.
To był przełomowy moment meczu. Za chwilę bowiem wiślacy znowu pogubili się w tyłach. Nie zablokowali żadnego z trzech strzałów oddawanych przez rywala z pola karnego. W końcu Angelos Charisteas dopadł do piłki po strzale Pierre'a van Hooijdonka i dołożył tylko głowę. Jedynym, który uwijał się w obronie, był Burns asekurujący na linii Dolhę.
Porażka mogła być jeszcze wyższa. Kolkka uciekał Thwaite'owi. Już w 72. min mógł strzelić czwartego gola, po którym spokojnie można byłoby odgwizdać koniec spotkania. Ale i bez straty kolejnej bramki Wisła nie mogła się podnieść.
Dał o sobie znać brak treningów pressingu czy jakiejkolwiek organizacji defensywy. Gdy prowadzący dwubramkowo Feyenoord postawił na grę z pierwszej piłki, wiślacy byli bezradni. Mogli tylko gonić za futbolówką. To frustrowało krakowian. Potwierdził to Dudka, który na 12 minut przed końcem zaatakował wyprostowaną nogą Hofsa. Włoski arbiter Paolo Dandorini natychmiast odesłał stopera "Białej Gwiazdy" do szatni.