hunter napisał(a):

No ja Cię proszę...
Daleko mi do tego, żeby wielbić Maćka Skorżę, którego uważam od pewnego czasu bardziej za sprawnego mówcę niż porządnego trenera, ale miał w Wiśle jednak kilka meczów, które zapadły w pamięć. Choćby do poziomu meczu z Beitarem w Krakowie, zespół Maaskanta nigdy się nie zbliżył.
|
Mnie to Levadia zapadła w pamieci raczej..
A skoro juz o spotkaniach zapadających w pamięci, to mam tez takie (10 lat i 2 tyg temu..) - radze sie przyjrzec minutom w którcyh padały brmaki, zwłaszcza te pierwsze.
http://historiawisly.pl/wiki/index.p...rak%C3%B3w_4:1
Sargaossa wtedy była w dolnych rejonach ligi Hiszpańskiej, przegryała co sie dało. Z nami robiła co chciała, tak samo jak Twente wczoraj, a sadze ze "obecne" Twente" to jednak polka wyzej niz "ówczesna" Saragossa.
I nie piszę tego bo licze na powtórke z rozrywki w meczu rewanżowym z Twente. Sa dla nas po prostu za silni- może jeśli przyjadą do Krakowa juz z zapewnionym awansem to uda nam sie wymęczyć to 1:0 czy 2:1. Takie sa niestety realia. Chodzi mi raczej o zwrócenie uwagi na to ze tamta Wisła tez nie zawsze wygrywała czy nawet podejmowała walkę w europejskich pucharach. Ze tez nie wszystko było "cacy" jak to sie teraz moze wydawać (w tamtym sezonie odpadliśmy z PP z Górnikem Łęczna, klubem bynajmniej nie ekstraklasowym). Potrzeba było czasu, trafienia na odpowiednich wykonawców i ich zgrania sie byśmy mieli swoje 5 minut w europie (nie wiecej, potem były różne takie Valarengi, Dinama Tbilisi itd)
Teraz tez nam trzeba czasu i duzo cierpliwości by móc myslec o czymś więcej w europie. Nie mamy ani wielkiego trenera, ani wielkich zawodników. Ale tez nie jest tak ze Maaskant sie od niczego nie nadaje i ze piłkarze sa całkowicie beznadziejni. Mamy paru niezłych grajków na których wypadałoby oprzeć skład w przyszłości, paru którzy mogą stanowić niezłe uzupełnienia (w roli zmienników) i paru - zwłaszcza w linii obrony - których o ile będą fundusze należy wymienić na nowsze i lepsze modele – jak to się uda to może (bo z naszymi możliwościami finansowymi pewności mieć nigdy nie będziemy) za rok czy dwa znowu będziemy przeżywać jakieś bardziej radosne momenty także w eur Bez zbędnych krzyków, płaczów czy wyzywania się na konkretnych graczach (taki Pareiko to ma zupełnie przesrane, w ciągu miesiąca z bohatera do zera..)
I ogólnie polecam trochę bardziej cieszyć się tym co mamy, walką o kolejny tytuł MP a także sama możliwością gry w pucharach. Bo po pierwsze nie jest nigdzie powiedziane że taki stan będzie trwał wiecznie a po drugie idąc na mecz nigdy tez nie wiadomo jak się mecz ułoży. Nieraz trzeba przeżyć ileś tam mniej lub bardziej dotkliwych porażek bty potem moc się cieszyć z większych, nieraz niespodziewanych sukcesów. Na rewanż z Saragossa doszło cos ok. 6,5 tys ludzi.. i to nie oni po meczu żałowali.