|
Maaskant ma naprawdę godną pożałowania sytuację. Rok temu, widząc mizerią formacji ofensywnej uparł się by pozyskać jednego, klasowego stopera. Wybrał Kew Jaliensa - faceta, który wydawał się idealnym kandydatem. W niezłym wieku jak na stopera, z dobrym charakterem (spokojny, ułożony - bezkonfliktowy).
Możemy się tylko domyślać, jak bardzo z Valcksem musieli przekonywać Jaliensa, by do nas przyszedł. Kew mógł spokojnie trafić do Kataru i dostać sporą kasę za sportową emeryturę. Okazał się jednak człowiekiem ambitnym, który chciał walczyć o mistrzostwo, choćby mistrzostwo Polski. Niemniej za frytki grać nie mógł, więc dostał długi (2,5-letni) i wysoki kontrakt.
Jaliens miał być pewniakiem, reprezentantem Maaskanta na boisku. Facetem, który ułoży grę defensywną. Ponoć w szatni faktycznie tak to wygląda. Ale jak jest na boisku - widać gołym okiem.
Jaliens wiosną grał słabo, teraz gra tragicznie. Jest najczęściej najsłabszym Wiślakiem na boisku. Oczywistą decyzją byłoby posadzenie Holendra na ławie, a postawienie na Bunozę, ew. przestawienie Diaza lub Jovanovica.
Problem w tym, że postępując w ten sposób:
- Maaskant otwarcie przyzna się do błędu. Cupiał się spyta: dlaczego najlepiej zarabiający zawodnik w drużynie grzeje ławę?
- Rozwali się koncepcja trenera, budowania defensywy w oparciu o charyzmatycznego przywódcę, jakim miał być Kew;
- syndrom Żurawskiego - jak można tak zasłużonego piłkarza, którego jeszcze niedawno przekonywało się do gry u nas - kopnąć w zadek?
Dlatego obawiam się, że Maaskant z uporem maniaka będzie stawiał na Jaliensa, w nadziei że ten wróci do dawnej formy. I jeśli się pomyli w swoich oczekiwaniach, to poleci razem z Kewem. Albo i wcześniej, bo Jaliensowi trzeba będzie zapłacić spore odszkodowanie.
Uma vez Flamengo, sempre Flamengo
|