Nie ma co się zachwycać pierwszą połową. Holendrzy nas na początku zlekceważyli, a potem uskrzydliła nas bramka Bitona.
Tyle, że Twente gra swoje, klepie nas jak drugoligowców w pucharze. Wiedzą, że przy tak słabym przeciwniku można grać na 80% a i tak będzie dobry wynik. Z pozoru nie wygląda to więc tragicznie: nasi mają swoje okazje, mecz jest ładny dla oka. Tyle że szanse na końcowy sukces są praktycznie zerowe.
W meczu do tej pory wyróżnili się Pareiko, Jirsak, Nunez i Biton, który jest w niesamowitym gazie. Jaliens o dziwo dość dobrze, tylko że akurat zawalił 1 bramkę

Chavez za to trzyma poziom od miesiąca. A jest to poziom Matiego Kowalskiego. Doprawdy nie wiem, czemu Maaskant robi naszemu stoperowi krzywdę i wstawia go do składu. Osman potrzebuje chwilę odpocząć od gry i przemyśleć swoje błędy. Bo to są błędy juniorskie.
Na drugim biegunie jest oczywiście mój ulubieniec - Lamey. To, co ten facet wyprawia przekracza wszelkie granice. Nawet komentatorzy, szczególnie Juskowiak śmieją się z niego. On nie broni, on się przygląda! Lewoskrzydłowy równie dobrze mógłby się kiwać z manekinem. Wszystkie dośrodkowania nie dość, że nie przecięte - ale stał tak daleko, że zawodnik Twente miał pełną swobodę ruchów i czas na podjęcie decyzji.
Sobolewski oczywiście też tradycyjnie. Mnóstwo serca i walki, ale mniej pomyślunku - więc już jest żółtko na koncie. Na 90% nie dokończymy tego meczu w 11tu. Radek już tak ma w meczu z silnym przeciwnikiem.
Na plus trzeba powiedzieć, że przeciwnik naprawdę z najwyższej półki. Aż dziw bierze, że w LM grają cieniasy a takie Twente nie. Na grę takiego Janko patrzy się z prawdziwą przyjemnością, mimo że strzela nam gola. Ten chłopak naprawdę może być gwiazdą europejskiej piłki. Dostajemy srogą lekcję futbolu - mam nadzieję, że nasi zrywając nieuchronny oklep przynajmniej czegoś się nauczą.