znaleźć nie mogę wcześniej, może jeszcze nie było
Chavez na weszlo
http://www.weszlo.com/blog/36
Cytat:
Na wszystko trzeba sobie zasłużyć...
- Wujku, kupisz mi laptopa na urodziny? – poprosił mnie przed kilkoma tygodniami mój 15-letni bratanek.
- Po co ci laptop? – zapytałem w odpowiedzi.
- A, nie wiem, przyda się…
Przyda się… Żebyś pokazał rówieśnikom, że jesteś lepszy? Zyskasz popularność w szkole? Będzie ci łatwiej o dziewczyny? Nie wystarczy zwykły komputer?
Jestem załamany mentalnością młodzieży w Hondurasie. Od czasów mojego dzieciństwa, lat 80. i 90., wszystko odwróciło się o 180 stopni. Dziś wszyscy chcą być „amerykańscy”. Cool i trendy. Markowe ubrania wiszą na nich jak na raperach z USA. I ten styl chodzenia… Wiecie, o co chodzi… Ten lans. Nic im się nie chce robić, czekają tylko, aż ich harujący w Stanach rodzice prześlą im najnowszego iPoda i bluzę z kapturem o trzy numery za dużą. Wstydzą się iść w góry po owoce lub na targ sprzedawać chleb. No bo co będzie, jak natkną się na narzeczoną?
Obciach nie z tej ziemi.
Podczas ostatnich wakacji jedna z siostrzenic dziwiła mi się, że chodzę ubrany „normalnie”, skoro stać mnie na odzież wyższej klasy. Ale mi tego naprawdę nie trzeba. Mam udawać kogoś, kim nie jestem? Nie wstydzę się swojego dzieciństwa, choć jak patrzę na dzisiejszych nastolatków, to chyba powinienem. Bo miałem średnio stabilny dom pokryty słomą, która podczas mocniejszego deszczu niekiedy przeciekała. Bo do szkoły chodziłem bez butów, gdyż nie było mnie na nie stać. Bo ubrania miałem nawet nie z „second handu”, ale po dwóch starszych braciach. Bo znajomi nie zapraszali mnie na urodziny, skoro mój status społeczny był tak niski. Mogłem się wstydzić? Pewnie mogłem, czasami to wszystko bolało, ale i tak uznawałem, że nie ma się co przejmować. Grałem w piłkę i nie patrzyłem na opinie innych. Wiedziałem, że jeśli moje życie ma się zmienić, to tylko dzięki mojemu potowi.
Mogłem się wstydzić, bo dla wielu osób byłem NIKIM, ale się nie poddałem. Nigdy.
Za moich czasów – jak to poważnie brzmi, co? – pięć osób na krzyż miało w wiosce telewizor. Często chodziliśmy do nich większymi grupkami, żeby mieć jakikolwiek kontakt ze światem zewnętrznym. Nie miałem dylematu między komputerem a piłką, bo nie wiedziałem, co to jest, ten komputer. Długo nie mieliśmy też w domu elektryczności, a do wioski, bodaj do 1990 roku, nie prowadziła żadna asfaltowa droga.
|