cpc napisał(a):

Z tego wynika, że kibice jednak zostali poprzez swoje działania(protesty, angażowanie się w wybory itd) rozpoznani jako zagrożenie polityczne, które jednak może mieć jakiś tam wpływ na wynik wyborów. Na obecnym etapie należy więc zawiesić spór.
Sorry ale nie wierze w szczere intencje tej władzy.
|
Myślę wprost przeciwnie...
Kibice są grupą, na której można zbudować elektorat. Nie są natomiast grupą traktowaną przez premiera jako ów elektorat. Proste pytanie: Jakich osób jest więcej? Aktywnych kibiców, którzy pójdą zaprotestować i później zagłosować przeciwko premierowi tylko z tego tytułu, że nie akceptują jego stadionowych działań, czy tych, którzy widząc jak walczy z kibolami i chuliganami jeszcze mu przyklasną.
Dobrym przykładem tego jak nikłe jest oddziaływanie polityczne tego typu grup mieliśmy w krakowskich wyborach samorządowych, które wszyscy wiemy kto wygrał (mam na myśli prezydenta naszego pięknego miasta).
Spotkanie z kibicami jest świetnym zagraniem PR. Bo nie dość, że jako premier mam odwagę stanąć przed tą wrogą dla mnie grupą to jeszcze się z nią umówię na spotkanie, bo przecież leżą mi na sercu ich problemy, tyle że potem jak zwykle wyjdzie na to, że to jest jakaś hałastra i koniec końców okaże się, że nie da się realizować ich postulatów i współpracować z nimi, przy czym wina leży oczywiście jednostronnie po ich stronie.
Tak to odbieram.
Swoją drogą patrząc w kategoriach strata/zysk (wyborców) to może to być w moim odczuciu działanie trafne. Środowisko aktywnych kibiców (bo uważam, że tylko tacy są w stanie kierować się przy wyborach jedynie kwestią kibicowską) postrzegam bowiem jako dość prawicowe, które na Tuska i PO i tak by nie zagłosowało.