MatMario napisał(a):

|
Ale zaczyna się śpiewka jak u Petrescu. Gdyby Brożek strzelił to by było 1:0. Wszystkiemu winnien Brożek bo jedyną okazję w meczu zmarnował.
|
Skąd się ludziom biorą te porównania z Petrescu? Co łaczy Maaskanta i Petrescu? To, że obaj są zagraniczni?
Natężenie treningów? Nie. Maaskant dostosowuje treningi do formy zespołu.
Osobowość/mentalność? Nie. Holender to inteligentny profesjonalista, który rozumie, co znaczy "PR". Gdyby w tym sezonie prowadził nas Petrescu, moglibyśmy sobie poczytać w prasie jak go zrobiono w balona, gdy obiecywano wartościowe transfery albo jakich słabych zawodników ma do dyspozycji. Maaskant rozumie, że taka postawa nie pomaga zespołowi dojść do lepszej formy, a klubowi budować wizerunek.
Sytuacja zespołu? Nie. Maaskant dostał rozbitą, przebudowaną drużynę, w której pełno było słabych ogniw. Petrescu mógł narzekać najwyżej na brak klasycznego rozgrywającego i kolejnego klasowego napastnika. Dla tamtego zespołu, drugie miejsce w lidze to było minimum przyzwoitości.
Taktyka? Nie. Rumun stawiał na defensywę i wysoki pressing. Holender woli elastyczną taktykę pozwalającą na obronę lub grę kombinacyjną w zależności od sytuacji na boisku. FraMat może bredzić o ćwiczeniu defensywny ile chce - Maaskant stosunkowo często gra ofensywnie i pozwala zespołowi pójść na wymianę ciosów. Litex, Polonia, Lech, Odense - przykładów ważnych, trudnych spotkań, w których ewidentnie, świadomie otwieraliśmy się, jest zbyt wiele, by uznawać je za wyjątkowe sytuacje.
Wyniki? Nie. Maaskant osiągnął sukces ponad stan, gdy zdobył mistrza. Gramy w LE, więc w pucharach też wykonano plan minimum. Petrescu dawał ciała i w kraju, i w Europie.
To porównanie jest przy okazji podsumowaniem pracy Maaskanta w Wiśle. Czy dałoby się ją wykonać lepiej? Jasne. Czy zatrudnimy trenera, który wykona ją wyraźnie lepiej? Szczerze wątpię. Praca Maaskanta to głównie recycling - wydobywanie jakości z materiałów, które inni odrzucili. Moim zdaniem, w takich warunkach piękna gra, zdominowanie ligi i podbijanie Europy jest zwyczajnie mało prawdopodobne. Trudno winić Maaskanta za to, że nie dokonał cudu, a gdyby nie jego praca moglibyśmy być w dużo gorszej sytuacji.