|
Wydawało mi się, że po odpadnięciu z LM relacja między piłkarzami a trenerem się wypali i praca Maaskanta nie będzie miała sensu - potwierdzały to mecze z Lechią i Rakowem. Jednak później przyszło spotkanie z Lechem i zwycięstwo w Poznaniu, które odnieśliśmy w całkiem niezłym stylu. To przemawia w jakiś sposób za trenerem i pozwoleniem mu na kontynuowanie pracy. Zresztą - wypełnił swoje zadanie? Wypełnił.
My nie mamy stylu, bo przecież, jak wygrywamy, to tylko dzięki szczęściu. Natomiast kiedy przegrywamy - wtedy uaktywnia się spore grono, które wszędzie widzi błędy. Szkoda tylko, że do pochwał wcale nie jest Wam tak śpieszno. No ale tak, przecież nasz zespół to totalne dno, a wszystko, co osiągamy, osiągamy dzięki szczęściu.
Piszecie, że niska frekwencja jest spowodowana słabą grą. Owszem, związek jest i nie da się temu zaprzeczyć, ale to głównie wina Basałaja, który z tą Ligą Mistrzów zachował się trochę, jakby chciał ugościć słonia w domku na drzewie. Bo w czym my doganiamy piłkarską Europę? Chyba najbardziej w aspektach piłkarskich. Można mówić, że mamy europejski stadion. Owszem, mamy, ale jeśli przyjrzeć mu się trochę bliżej i przeanalizować jego historię - to daaaaaleko nam na tej płaszczyźnie do Europy.
Maaskant musi być sensownym trenerem, skoro pod jego wodzą Cikos z absolutnej ciamajdy stał się znośnym obrońcą. Później został on zamieniony za Lameya, na co Robert nie miał chyba zbyt wielkiego wpływu. Zresztą, wiosną graliśmy naprawdę dobrze i całkiem przyjemnie dla oka.
Skoro mamy w klubie trójkę panów, którzy odpowiadają za to, co dzieje się z Wisłą - rozkładajmy swoją ocenę na każdego z nich. O Stanie mało kto powie złe słowo, ponieważ trafił Meliksona. O Basałaju też (może tylko ci bardziej usposobieni kibicowsko), bo przecież w końcu mamy "europejską Wisłę" ze stewardami na trybunach i filmikami w internecie. Najlepiej pastwić się nad grą drużyny, często niesprawiedliwie i niesłusznie, bo przecież w tej materii każdy jest wykwalifikowanym ekspertem.
Nie jestem jakimś specjalnym apologetą Maaskanta, ale dopóki nie znajdzie się ktoś lepszy na jego miejsce, to nie ma sensu robić kroku w tył. Może lepiej zastanowić się nad sensem sprowadzania pewnego rodzaju piłkarzy - tych wypalonych i zmęczonych dotychczasową karierą, bo oni Wisły w górę nie pociągną. Każdej rozmowie z takim potencjalnym graczem powinien przyglądać się jakiś psycholog, bo od razu widać, że niektórzy serca tutaj nie zostawią.
Nie uczyniłeś mnie garbatym
Dzięki Ci za to Panie
|