willow napisał(a):

Kurz => kadrę mamy przeciętną, oprócz 2-3 piłkarzy. Zgadzam się z Tobą.
Ale nie zapominaj o podstawowej roli, jaką ma pełnić trener - TRENOWAĆ.
Trenować to znaczy uczyć, ćwiczyć, mobilizować, ustawiać taktycznie drużynę.
Jeśli wszystko opierałoby się tylko i wyłącznie na składzie, to każdą w miarę dobrą drużynę poprowadziłby woźny z gimnazjum.
Kryterium oceny trenera nie muszą być tylko i wyłącznie wyniki, bo my takich z europejską czołówką - ba, nawet średniakami - mieć długo nie będziemy.
Ale kryterium oceny trenera może być również rozwój drużyny - czyli jej progres we wszystkich elementach gry. Lub jego brak.
Pod batutą Maaskanta Wisła wyszła z dołka, w jakim zostawił ją Maciuś, ogarnęła się po rozpiździeju, jak zafundował jej prezes rozsprzedając skład i coś tam zaczęła grać.
Tyle, że w mojej opinii... stanęła w miejscu. Nie rozwija się.
Czy to jest już maks, co może z nią osiągnąć Maaskant? Nie wiadomo, nikt tego nie wie oprócz chyba jego samego.
I dlatego ja jak zdarta płyta. Wisła Kraków a.d. 2011/2012 = przeciętny trener + przeciętni zawodnicy. I niestety, coraz bardziej się skłaniam ku opinii, że jeszcze na dokładkę brak jasnej wizji i polityki transferowej.
|
Wiele słów to prawda, ale to nie jest tak, że z każdą grupą piłkarzy da się osiągnąć to samo. Wydaje mi się, że wiele osób przecenia nasz potencjał ludzki i stąd te narzekania, a także teksty w stylu, że Odense to poziom Ruchu, a Apoel ogórki (w tym drugim przypadku nie zdziwiłbym się gdyby okazało się, ze cypryjczycy byli tak naprawdę najmocniejszym przeciwnikiem, jakiego mogliśmy wylosować). Tak jak piszesz, nie wiemy również czy to już prawie wszystko na co nas stać, czy w tych ludziach, których mamy, drzemią jeszcze jakieś możliwości. Jest całkiem prawdopodobne, że nie
staneliśmy w miejscu tylko osiągnęliśmy właśnie maksa albo, że nawet jeśli maks to nie jest i coś da się poprawić, i tak progres nie wystarczy do wygrywania w takich meczach jak wczoraj. Czego poza tym możemy oczekiwać, gdy gramy bez napastników, a ci, którzy byli całkiem skuteczni w poprzednim sezonie, dzisiaj rażą nieporadnością... Obrona jest taka jak zawsze, ale to osobny temat.
Wracając do meczu z Odense, ja się go bardzo bałem. Bałem się starcia z mocną, dobrze zorganizowaną drużyną, która nie zagra z nami otwartej piłki, tylko wejdzie w naszą rolę z poprzednich meczów pucharowych. I stało się, Duńczycy obnażyli nie tylko naszą słabość ale i całej krajowej piłki. Polskie drużyny mają szansę wygrywać w pucharach nawet z teoretycznie silniejszymi drużynami, ale tylko wtedy, gdy mogą grać z kontry. W sytuacji, gdy walczymy z kimś na porównywalnym poziomie i musimy sami prowadzić grę, zaczyna być ciężko. Przy okazji wczoraj nasz duński przeciwnik pokazał nam jak wygląda prawidłowo realizowana defensywna strategia oparta na agresji, przechwytach i szybkich kontrach. Czyli to co my sami mieliśmy grać w zamierzeniach Maaskanta w eliminacjach do LM.