wiślak 86 napisał(a):

|
i to jest właśnie problem: robienie 15terminów przekładanie sesji na cały semestr itp. a nóż w 5terminie ktoś zaliczy a jak nie to będą kolejne. przecież powinny być jakieś granice 3 albo dwa terminy i koniec. nie zdałeś nara spróbuj za rok. to są właśnie patologie na uczelniach.
|
Ekonometria jest trudnym przedmiotem. I nie da się jej zdać na ładny uśmiech. Umie się albo nie. Więc prof. Osiewalski, będąc człowiekiem ZASAD ma dwa wyjścia. Albo zrobić 2 przepisowe terminy + ew. trzeci (trzeba pisać specjalne podanie) - i wypad ze studiów. Wypad, czyli nie ma X studentów, ergo: nie ma kasy. A z ekonometrii odsiew był straszny, jak ja studiowałem to pamiętam wywieszoną listę z 3 terminu - 75% 2,0.
Więc prof. Osiewalski, mając dobre serce tych dwój nie wpisuje. I na własny koszt robi n-ty termin egzaminu, za który nikt mu nie płaci. Tak samo jego asystenci, którzy robią po m-ty raz zaliczenie, mimo że są tylko 2 terminy.
Oczywiście można też powiedzieć - te 75% studentów nie nadaje się na studia. Tylko że wtedy trzeba by zamknąć cały kierunek. I zwolnić wykładowców.
To są bardzo trudne wybory, więc nie oceniaj sam nie będąc na ich miejscu. BTW: wyznaczanie 15 terminu i rzetelne wymaganie wiedzy jest uczciwsze niż wpisanie 3,0 dla świętego spokoju w 3 terminie.
Nie prof. Osiewalski jest tu winien, a cały system polskich studiów. Na takiej fizyce na uniwersytecie w Bazylei jednak potrafią wywalić 75% tych, co zaczynają studia. Ale za to ich absolwenci są rozrywani na rynku pracy. Tylko oni mogą sobie na to pozwolić, bo zasady finansowania są inne. Wcale nie mają dużo lepszych fizyków-wykładowców niż na UJ.
wiślak 86 napisał(a):

|
wykładowcy też są sobie winni bo wymagają więcej teorii niż wiedzy praktycznej- po co mi regułki na blachę jak jakieś rozwiązanie umiem zrobić w praktyce? ale tak jest łatwiej bo wystarczy jedna prezentacja na 10 lat i ze studentami ma się spokój.
|
Pośrednio na pewno tak, ale główną przyczyną jest fakt, że jest za mało etatów badawczych, a za dużo etatów naukowo-dydaktycznych. Czyli wiele osób chcących robić naukę, musi uczyć - mimo że nie ma do tego predyspozycji. Co zabawniejsze, mimo że ich główną rolą jest uczenie studentów - to są rozliczani z robienia kolejnych stopni (dr-hab-prof). Czyli możesz być fatalnym dydaktykiem i dobrym naukowcem - zrobisz karierę. Jak będziesz świetnym dydaktykiem, ale nie robisz nic naukowo - wylecisz za niezrobienie doktoratu lub habilitacji i nikt po tobie płakać nie będzie. Znowu winien jest zły system nauki i szkolnictwa wyższego, w którym nie docenia się dydaktyków.
wiślak 86 napisał(a):

flamengista- dla jakich ambitniejszych studentów może być napisanie pracy która zaraz trafia do archiwum? jasne może masz na myśli 1% który pisze prace na zlecenie firm, instytucji lub z zamiarem wystartowania w konkursach. co daje machnięcie 90str np. o wpływie polskiej kultury na zachodnią Europę w latach 1600-1750? kompletnie nic. (zakładam że ta osoba nie wybiera się na III stopień).
trochę lepiej jest na kierunkach ścisłych ale to tylko trochę.
|
Cóż, ambitniejsi studenci których o to pytamy mówią - bo "sprawia mi to satysfakcję". Pracę piszą sami, zdobywają wiedzę z tematyki, która ich interesuje. Nie musi być to zagadnienie praktyczne - chodzi o rozwój intelektualny. Oczywiście idealne rozwiązanie jest takie, gdy praca jest interesująca i powiązana z przyszłą karierą zawodową.
wiślak 86 napisał(a):

|
szkoły prywatne? te instytucje powinny być zdelegalizowane bo tylko wyrządzają szkodę w społeczeństwie (mamy najbardziej wykształconą młodzież w Europie co nie przekłada się na ich wiedzę)
|
Nie generalizuj. W samej Małopolsce masz NLU i WSE - bardzo solidne uczelnie prywatne. SWPS z Warszawy jest jedną z najlepszych polskich uczelni! Owszem, większość prywatnych prezentuje słaby poziom - ale jest też spora grupa ambitnych. Szkoda tylko, że w dobie kryzysu mogą sobie nie poradzić.
wiślak 86 napisał(a):

|
więc może przyszłość w młodych naukowcach? problem polega na tym że oprócz nich są też starzy...
|
Wolałbym określenie "myślący nowocześnie", w przeciwieństwie do "zaściankowych". Linia podziału ze względu na wiek nie jest wcale taka oczywista. W dodatku niestety mądrość przychodzi na ogół z wiekiem. Jak przypominam sobie swoje poglądy na naukę i uczelnie sprzed nawet 5 lat, to aż chwytam się za głowę
