|
Jeśli chodzi o ceny na ligę to są one do przyjęcia choć i tu marketing strzelił sobie w stopę.
Wiadomo że z parchami nie da się konkurować cenowo tak jak w miarę porządna restauracja nie będzie się bić 'na ceny' z Maksyfem.
Ale klientowi trza się przypodobać, szczególnie młodemu który jak złapie bakcyla to przez kilka lat będzie chodził regularnie
Podstawą długofalowego działania jest start jak z najniższymi cenami - tak by zachęcić jak największą grupę osób, szczególnie że miejsc jest od cholery i potem z roku na rok można sobie powoli podnosić te ceny.
Ludzie nie srają kasą a to tego dzisiejsze czasy dają masę innych rozrywek.Dodając do tego że Wisła nie gra tak w piłkę by ludzie wychodzili z meczu z przeświadczeniem że doświadczyli niesamowitego widowiska - to szału na trybunach nima i nie ma się czemu dziwić.
A już z Odense to sobie zrobili taki mini skok na kasę - zupełnie nie odczytali nastrojów po Apoelu i kiepskiej grze w lidze i będzie wstyd - ale nie wstyd że ludzie olali tylko wstyd że klub tak kibiców potraktował.
I to nie ma znaczenia że tam jest drożej, gdzie indziej jest tak samo itp - każdy region ma swoją specyfikę, tak samo jak każdy czas ma swój klimat.
Na dziś Wisła nie jest drużyną która będzie przyciągała tłumy niezależnie od gry i od ceny.
A Basałaj musi się modlić jedynie o dobrą grę bo w lidze już nic cenowo nie zmieni a jak dwa pierwsze mecze czyli jutrzejszy i kolejny z Twente - będą kiepskie, to będzie miał tragedie jeśli chodzi o wpływy z biletów.
Jutro może być niechlubny rekord ale nie jest wykluczone że z Bełchatowem zostanie on pobity.
|