|
wg mnie nasza gra siadła od wejścia - niemalże - sabotażysty Garguły. Do tego czasu, poza nieco nerwowym początkiem, Lech nie wiedział co się dzieje. Wchodziliśmy w ich pole karnę z łatwością, a gdy nawet tam nam odbierali piłkę, to po kilku sekundach ją tracili, dzięki świetnemu pressingowi. Tak, taką Wisłę (od 15 do 75 minuty) chciałbym oglądać zawsze.
VIVA LA WISŁA
Nie ma pomyślnych wiatrów dla płynących bez celu
|