|
Socios Wisła Kraków
Od: 08.2010
Skąd: 40km od R22
Offline
|
#6593

08.09.2011, 11:53
|
Cytat:
sprzedaż biletów na mecz z odense ruszyła 30 sierpnia. Każdy kto pojawił się od tego czasu w strefie kibica nie miał najmniejszych problemów z zakupem wejściówki.
kto by przypuszczał, że tak właśnie będzie wyglądać sprzedaż biletów na pierwszy mecz fazy grupowej ligi europejskiej. Atmosfera napięcia i nerwowego oczekiwania tak bardzo przecież widoczna przed meczem z apoel-em prysnęła jak bańka mydlana. Zniknęły też gigantyczne kolejki, ciągnące się aż do ulicy reymonta. Nie ma rozentuzjazmowanego tłumu, w którym nikt nie zważał na to jak długo przyjdzie mu czekać na zakup wejściówki, a przecież trwało to nawet po kilka godzin.
W tamtych dniach każdy, ale to każdy czuł się fanem białej gwiazdy. W dniu meczu trybuny zapełniły się do ostatniego miejsca, w napięciu oczekiwano na rozpoczęcie spotkania. Każdy chciał być świadkiem być może przecież historycznego wydarzenia. Po zwycięstwie uradowani byli wszyscy. Nie jeden był dumny z tego, że zjawił się tego dnia przy reymonta, podkreślając jak wielkim poświęceniem było stanie w kilkugodzinnej kolejce. Ale opłacało się. Wygraliśmy. Teraz tylko zwyciężyć na cyprze i znów będziemy zjawiać się przy reymonta. Będziemy przychodzić na ligę mistrzów. Liga mistrzów w krakowie. Spełnienie marzeń.
Marzenia mają jednak to do siebie, że nie zawsze się spełniają. Tak było i tym razem. Balonik napompowany był jednak do takich rozmiarów, że skutki jego pęknięcia odczuwane są do dzisiaj. Z dwudziestu tysięcy ludzi na stadionie i kilkuset przed telewizorami po przegranej na cyprze wielu przestało się już za nich uważać. Część obraziła się na klub, na piłkarzy, pozostali doszli do wniosku, że ich kibicowanie nie jest warte tak słabej gry jaką prezentuje wisła. Miłość do "białej gwiazdy" uleciała z nich szybciej, niż powietrze z wyżej wspomnianego balonika.
Wróciliśmy do szarej rzeczywitości. Rzeczywistości, w której nie ma miejsca na kibiców nastawionych na same zwycięstwa i odnoszenie sukcesów. Do rzeczywistości, w której przychodząc na reymonta oczekuje się czegoś innego niż 90 minut dobrej gry piłkarzy. Ta rzeczywistość dla niektórych jest smutna, pozbawiona emocji, czasem nawet uważana jest za naiwną i dziecinnie głupią. Niewielu potrafiło się dobrze bawić na meczu z lechią gdańsk. Niewielu w ogóle na stadion przyszło.
Moda na wisłę powróciła, ale trwała krótko. Osoby które tak cieszyły się wydarzeniami mającymi miejsce przed meczem z litexem czy apoel-em teraz mogą sobie zadać pytanie czy było warto. Czy warto emocjonować się tym, że mamy pełny stadion w chwili, gdy przynajmniej jego 50% to osoby przypadkowe. Przyciągnięte na reymonta zapowiedzią dobrego widowiska.
W obecnej chwili ślad po nich zaginął. Sprzedaż biletów na mecz z odense idzie fatalnie. Liczba sprzedanych wejściówek jest przerażająco niska. Nikt nie cieszy się z awansu do ligi europejskiej, bo przecież oczekiwania były większe.
Przed nami mecz z duńczykami. Do wyjścia z grupy jeszcze ogromnie daleka droga, ale każde odniesione zwycięstwo przyciągnie na stadion nowych fanów. Znów pojawią się kolejki do kas, z zaciekawieniem śledzone będą wydarzenia mające miejsce przy reymonta. Znów pompowany będzie balonik, choć wiadomo że już nie urośnie do takich rozmiarów jak w chwili eliminacji do ligi mistrzów.
Ale teraz cieszmy się z chwili oddechu. Z momentu, w którym każdy z nas może zrobić sobie swój osobisty rachunek sumienia. Odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego przychodzi na reymonta.
W czwartek mecz z odense, a w następną sobotę gramy z gks-em bełchatów. Ilu nas wtedy zasiądzie wtedy na trybunach?
Przyjdźmy na reymonta. Stwórzmy widowisko. A przede wszystkim dobrze się bawmy pamiętając o tym, na czym tak naprawdę opiera się istota kibicowania. Nie sztuką jest stworzyć armię trzydziestu tysięcy na trybunach grając w lidze mistrzów. Sztuką jest być wśród dziesięciu tysięcy najwierniejszych, którzy nie przychodzą dla widowiska czy wyniku, a obecni są na każdym spotkaniu.
|
s k w k......
|
|