|
Napiszę coś, bo mnie to wnerwia trochę, jak taki np. Pan MatMario durnie przedstawia swoje argumenty i przekłamuje rzeczywistość.
1) Fanatycy. Czego Wy właściwie chcecie? Chcecie, żeby pozostali przestali jeść kiełbaski, dopingowali przez cały mecz tak jak Wy? To nierealne. Realne jest natomiast wyrzucenie tych ludzi z trybun - wtedy na stadion 33 tys. będzie Was przychodzić 5 tys. Skoro teoretycznie jesteście tak zorganizowani, to kiedy w jakiejś sprawie dla Wisły zgromadziliście się w te 5 tys. jeśli to nie był mecz?
Nie rządzicie klubem, nie rządzicie trybunami - prosta sprawa. Ogólnie przyjęte jest, że na trybunie dla ultrasów nie siadają przypadkowi ludzie, dostajecie za to tańsze bilety i rozpoczynacie własne show. Za to show szanują Was piłkarze, pozostali kibice i może nawet włodarze. Zrozumcie, że tym show działacie na swoją korzyść - a nie bezsensownymi napinkami, pokazywaniu jacy nie jesteście wielcy, a jacy inni mali. Naprawdę, poza własnym wydumanym ego, w którym nie dopuszczacie nawet myśli, że żyć bez Was się nie da - da się. Bolesna prawda jest taka, że Wasza strata dla klubu byłaby mniej bolesna, gdyby pikniki odeszły na Cracovię.
Zaopiekujcie się najpierw wewnętrznymi sprawami, róbcie swoje na trybunach za bramkami i powoli, cierpliwie pokazujcie ludziom, że warto się dobrze bawić, że warto śpiewać, warto dopingować. Uczcie, a nie wymagajcie -solidaryzujcie, a nie dzielcie, bo podział do niczego nie doprowadzi.
2) Patryku Małecki. Może wyda Ci się to dziwne, ale jeśli wysyłasz wiślaków na Cracovię, to coś z Tobą jest nie tak. Był już moment, kiedy wydawało się, że dojrzałeś, że weźmiesz się za siebie, za solidną pracę na treningach i Premier League będzie stało dla Ciebie otworem. Zamiast tego po wakacjach widzimy tylko bardzo marnie grającego kopacza, który uważa się za mężczyznę, a płacze do mediów po tym, jak go kibice wygwizdali za słabą grę. Każdy kibic na stadionie jest wiślakiem, czy się to komuś podoba czy nie. Więc uprzejmie zagryź Pan zęby i pokaż swoją grą, że nie zasługujesz na gwizdy.
Nie obchodzą mnie tłumaczenia, że drużyna jest w dołku po APOEL-u. Tzn. nie obchodzą, bo nikogo nie obchodzi rozgoryczenie kibiców, którym pompowano balonik, aż pękł z takim hukiem, że liczyli, iż przynajmniej na Lechii kac moralny im zejdzie. Nie zszedł, więc wylali swoje żale - ale po meczu tak? Panie MatMario - nie słyszałem, żeby przez 90 minut wszyscy gwizdali i najeżdżali na Małeckiego, dopóki była gra, był doping.
3) "Pikiniki" - ktoś, kto kupuje (przypominam nieco droższy) bilet, ma prawo wymagać dobrego widowiska. Dla niego liczy się wynik, im lepszy wynik, tym więcej "pikników". Tak jest wszędzie, ludzie ciężko pracują, więc w wolnym czasie chcą się zrelaksować. Chcą wydać pieniądze na coś, co ich uszczęśliwi - lubią piłkę nożną, lubią albo kochają Wisłę - idą na mecz. A jeśli na tym meczu oglądają "Kaszankę" to wyrażają swoje niezadowolenie. Rozumiem, gdyby wygwizdali piłkarzy po meczu, gdzie zostawili na murawie serce, ale to była ujma dla gry w piłkę nożną, to było kopactwo - gwizdy to wyraz dezaprobaty dla takiego stanu rzeczy.
4) Trzeba sobie jasno odpowiedzieć na dwie rzeczy. I - co jest najważniejsze? Patrząc na historię i to z czego wszyscy jesteśmy dumni, to chyba sukcesy sportowe prawda? Mistrzostwa Polski, europejskie puchary itd. Te gwizdy to wylewanie swoich frustracji, ale frustracji spowodowanej poziomem na boisku. Te gwizdy to coś, co sprawi, żeby piłkarzom biegającym po murawie za niebotyczną kasę chociaż trochę zrobiło się wstyd, że to co prezentują jest poniżej pewnego poziomu. Nikt by nie gwizdał, gdyby mistrzowie Polski obijali w końcówce Lechii słupki, poprzeczki, ich bramkarz cudem bronił. Wszyscy jednak widzieli co się działo. Nie może być tak, że zawsze na koniec będą dostawać brawa, bo później czy będą grali na pół gwizdka, czy nie - dostaną te brawa i się będą czuć spokojnie. Mowa tu akurat nie o Polakach w Wiśle, ale obcokrajowcach, którzy pobierają tu pensje.
Ostatnia rzecz, co by się nie działo - Wisłę tworzą w dużej mierze kibice. Na stadionie, choćby nie wiem co się działo, powinna być solidarność. Fanatyzm to jest odstępstwo od normy (nie mówię, że w negatywnym sensie), ale w pewien sposób to jest zaślepienie. Norma w dzisiejszym świecie to piknik - taki świat. Fanatycy muszą zrozumieć, że musimy trzymać się razem, wróg jest gdzie indziej. Jeśli tego nie pojmiemy, zawsze będziemy podzieleni na trybunach, a podzieleni - oznacza osłabieni, słabsi. Fanatycy powinni zmienić punkt widzenia, dla nich podstawą powinny być trybuny - a nie piłkarz, który te trybuny dzieli, nie piłkarz, o którym za 5-10 lat słuch pewnie przeminie. Wiem, że w tych czasach potrzebny jest ktoś taki jak H. Reyman, idol, nieskazitelny piłkarz i wódz, z honorowymi wartościami - pewnie, że jest potrzebny. Ale trzeba sobie uświadomić, że Patryk Małecki nigdy kimś takim nie zostanie.
|