|
Coś dziwnego jest w tych polskich kibicach. Brak zimnej głowy, niezdolność do wyciągania wniosków. A szkoda.
Rok temu Wisła Kraków była na dnie. Miał być sezon gruntownej przebudowy. Walki o europejskie puchary.
Przyszedł Maaskant, który spełnił oczekiwania kibiców. Ba! Zrobił więcej. Wywalczył mistrzostwo i stworzył coś, co mozna nazwać zespołem. O malo nie awansował do Ligii Mistrzów. Nie zrealizował celu, którego nie mógł osiągnąć żaden z dotychczasowych trenerów krakowskiej Wisły. Gdyby zdobył drugie miejsce i wyleciał z Ligii Europejskiej po dwumeczu z Gaziantepsporem lub Spartakiem - nikt nie miałby pretensji.
Pamiętam, jak w zeszłym sezonie czytałem na froum opinie na temat wielkich umiejętności Genkova. O tym, że zespół jest świetnie ułożony. Teraz okazuje się, że bułgarski napastnik od zawsze był conajwyżej przeciętniakiem, a drużyna nigdy nie grała dobrze. Grała piach, beznadziejną piłkę, ale miała szczęście.
Nie rozumiem, czemu ludzie tak chętnie deprecjonują efekty pracy Roberta Maaskanta. Łatwo jest krytykować, dołączać do medialnej nagonki. Niektórzy zaczęli otwarcie żądać głowy Holendra. Zaraz zapewne zacznie się podważanie sukcesu Stana Valcxa.
Mam pytanie: Co da zwolnienie Roberta Maaskanta? Rozpoczną się kolejne poszukiwania trenera. Wielu będzie się cieszyło. Zawsze ciekawie czyta się informacje o kolejnych kandydatach. A najlepsze są głośne nazwiska, które są przymierzane do pracy z Wisłą Kraków. One jednak ominą ten klub. Przyjdzie trener ze średnim nazwiskiem, zacznie od nowa budować zespół. Osiągnie sukces. Zacznie być noszony na rękach. Do pierwszego kryzysu. Następnie będziemy świadkami zwolneinia i karuzela zacznie kręcić się na nowo.
Dajmy Robertowi pracować.
|