FraMat napisał(a):

Też wolałbym, żeby Maaskantowi dano te kilka lat. Pewności, że dostanie czas nie mam jeszcze
Ale różnice między Danem a Robertem chciałbym podkreślić znaczącą: drużyna Dana grała momentami piłkę taką, że cierpły zęby zwłaszcze, że jeszcze niedawno (stosunkowo niedawno) można było oglądać Wisłę grającą z polotem.
W przypadku Roberta punkt wyjścia jest inny: ta Wisła przed nim grała totalną kaszanę, końcowy Skorża i Henio to były mecze, na ktore ciężko było patrzeć.
Przyszedł Robert i zaczęli jakoś grać - też bez cudów i bez objeżdzania innych po kilka zero ale nie było już tak, że każda "bezpańska" piłka padała łupem przeciwnika. Zaczęliśmy biegać z większą głową po boisku

Ligę wygraliśmy ze sporą przewagą (tym, którzy mówią o farcie radzę zastanowić się nad definicją tego słowa - moim zdaniem przypomina bardziej majstrostwo Amiki niż jakikolwiek tytuł Wisły).
Wyciągnął Maaskant z tego zlepka ludzi całkiem sporo - cóż kiedy zamiast cieszyć się LE wolą niektórzy narzekać na brak LM.
Podobieństwo, którego nie podkreśliłeś - zaslugą obu trenerów, ich sukcesem było wprowadzenie Wisły do LE! Owszem przypisano pierwszy sukces Okuce ale bez przesady - ta waleczność, gra do końca była zasługą Petrescu.
Również za obu trenerów nie miałem wrażenia, że Wisła odpuszcza i snuje się po boisku, mogło brakować świeżości ale nie ambicji i walki do końca.
Chciałbym podkreślić raz jeszcze, że o ile za Dana grająca topornie Wisła nie zachwycała i odniesienia do lepiej grającej (ładniej) były nie tak dalekie o tyle za Roberta wspomnienia Wisły grającej z polotem i skutecznie były już bardzo odległe.
No i obaj trenerzy mieli pewien deficyt strzelających napastników
