martin_6 napisał(a):

|
Nie nazwałbym siebie zwolennikiem PiS, ale spróbuję odpowiedzieć. PiS za wszelką cenę dyktować chce swoje warunki, nie zgadzając się na nic, co zaproponuje rywal. Taki chwyt znany z kampanii wyborczych na świecie, by nie brać do ręki niczego, co poda przeciwnik. Zresztą teraz, gdy w debatach uczestniczyć będzie więcej niż dwóch rywali, to ich znaczenie wizerunkowe znacznie spadnie. Jakoś tak jest, że tylko debata 1vs1 budzi emocje, przy większej liczbie uczestników brakuje już tego bezpośredniego starcia i tak naprawdę debata zmienia się w recytowanie wyuczonych formułek. PiS na braku udziału w tym za wiele nie straci.
|
Zgodzę się oczywiście, że w takiej formule nie można raczej wiele zyskać, ale uważam, że kompletnie bojkotując te debaty (i jakikolwiek debaty w ogóle) można z kolei sporo stracić. Tak jak pisałem, powstaje wrażenie, że partia nie ma nic do powiedzenia, czy też boi się dyskusji, a "mocna" jest jedynie na konferencjach prasowych albo w swoim centrum programowym...
Piszesz też, że strategia taka naśladuje taktyki wyborcze, które znane są już w świecie... Zastanawiam się, czy gdziekolwiek się one sprawdziły, choć zapewne różne chwyty były w nich stosowane i ich efekt jak mniemam zależy właśnie od tych chwytów i wyczucia w ich stosowaniu... Mam wrażenie, że tutaj powoli robi się taka ślepa uliczka...