|
Maaskant jest świetnym fachowcem i jeszcze wiele dobrego nas czeka za jego kadencji. Jednakże mam nadzieję, że ktoś mu wytłumaczy, że stałe fragmenty gry to w dzisiejszym futbolu jeden z najważniejszych elementów gry. Mając tak wysokich obrońców, jak Chavez, Diaz, Lamey, Bunoza czy też pomocników - Nunez, Sobolewski, grzechem jest grać tak żenująco wszystkie rzuty wolne i rożne. W meczach z Apoelem fatalnie rozegraliśmy około 10 stałych fragmentów gry. To były stracone szanse na gola, który być może byłby decydujący.
Druga kwestia to słowa trenera: że wystarczy wygrywać u siebie i remisować na wyjeździe i będzie mistrzostwo. Otóż, gdy będziemy tak grać to nie będzie tytułu. Ten sezon wygra drużyna, która będzie miała 2 - 3 porażki, 4 - 5 remisów. Z pewnością nie będzie tak łatwo jak w roku poprzednim. Od tej kolejki mam nadzieję zobaczyć Wisłę grającą o wygraną z pianą na pysku, walczącą do ostatniej minuty. Skoro nie gramy holenderskiej piłki, to każdy mecz trzeba będzie wybiegać. Boje się jednak o motywację takich piłkarzy jak Lamey, Jaliens czy Iliev, którzy dogrywają spokojnie do emerytury.
Po trzecie w takich meczach jak z Lechią u siebie próbowałbym składu z Czekajem i Brudem plus 9 naszych najlepszych zawodników. Niech się uczą, gdyż w przyszłości powinni stanowić o sile Wisły, a ich poziom sportowy tak bardzo nie odbiega od np. Wilka bądź Jaliensa czy Bunozy.
Pomimo tragicznego obrazu gry w Nikozji uważam, że Maaskant dobrał świetną taktykę. Chyba niektórzy zapomnieli, że w obronie oprócz Chaveza mamy takich wymiataczy, którzy stanowili skałę nie do przebicia dla wirtuozów futbolu z Podbeskidzia czy Polonii Bytom. Myślę, że trzeba było wystawić niezwykle sprawnego i skoordynowanego Gordana, wyjść wysoko i huzia na Józia, tzn. na Apoel. Byłoby z pewnością lepiej, a na pewno zabawniej.
Ostatnio edytowane przez tormenthor : 27.08.2011 o godz. 13:57.
|