|
W Krakowie w pojedynku z APOEL-em Wisła wcale nie była słabsza. Mistrz Cypru nie stworzył sobie tak naprawdę dogodnej sytuacji, a Wisła? Miała poprzeczkę Meliksona, kilka razy ładnie zaatakowała APOEL, Małecki nie trafił do pustej bramki. Rozumiem, że niektórzy byli zdania, że APOEL był lepszy, bo nie dał się zdominować za bardzo przez Wiślaków przy R22 co jest niezwykle rzadkim obrazkiem, ale to że ktoś nie pozwolił Wiśle na pełną dominację w Krakowie nie znaczy, że lepiej zagrał od Wisły. Co do rewanżu, to długo się zastanawiałem dlaczego nie spróbowaliśmy zaatakować APOEL w Nikozji. Po dłuższym namyśle doszedłem do wniosku - możecie się wkurzać, bo już milion stron o tym przed meczem zostało napisane i może się to wydawać już nudne - że to pogoda odegrała niebagatelną rolę w końcowym wyniku i w stylu po jakim pożegnaliśmy się z Ligą Mistrzów. Wisła nieźle prezentowała się na początku obu połów. W pierwszej grała dobrze i próbowała atakować (akcja Małeckiego, który oddał strzał albo podanie, do dziś nie wiem co to było), w drugiej tak samo, ale już nie starczyło jej sił na 20 minut jak w pierwszej tylko z 10, gdzie już w 55 chyba minucie przy podaniu do Genkova Wiślacy nie mieli już sił wbiec w pole karne.
Jeśli ktoś patrzy na nasze szanse w fazie grupowej Ligii Europejskiej przez pryzmat jednego spotkania w Nikozji to jest w błędzie. Mecz meczowi nigdy nie jest równy.
|