|
Zobaczymy, co Legia pokaże w drugiej połowie spotkania z Rosjanami, ale niezależnie od końcowego rezultatu trzeba uczciwie powiedzieć, że dotychczas prezentuje się dużo lepiej niż nasza Wisła w meczu z potęgą z Cypru.
O ile jeszcze po pierwszym meczu można było przymknąć oko na defensywną taktykę, bo przyniosła efekt - szczęśliwe zwycięstwo bez straty bramki. O tyle drugi mecz to totalna kompromitacja Wisły. We wtorek było mi zwyczajnie przykro, dziś jestem zły na trenera za to jego kombinatorstwo (rezerwy w Kielcach) i dramatyczną grę w Nikozji. Rozumiem, że "dał nam Lenczyk przykład, jak grać mamy", ale taka desperacka, chaotyczna gra nie powinna mieć miejsca. To nie była Barcelona czy Real, ale mistrz Cypru, który pewnie w Lidze Mistrzów przegra większość spotkań. Zresztą, wystarczyło, że Wisła spróbowała wymienić dwa koślawe podania i już potrafiła stworzyć sobie zalążek okazji bramkowej, bo, o dziwo, Cypryjczycy wcale nie grali w defensywie jak Chelsea Mourinho.
Najlepszą obroną jest atak, my się broniliśmy z Diazem na lewej obronie. To nie był jeden kiepski mecz tego zawodnika. On ma same kiepskie mecze.
Kolejny zarzut to idiotycznie rozgrywane rzuty rożne, po których zdarzały się kontry przeciwników. Większość drużyn walczy o korner, bo to dobra okazja do zdobycia bramki, a my oddajemy je za darmo, choć mamy dwóch - trzech zawodników, którzy mogliby powalczyć o górną piłkę.
Maaskant ma czas do czerwca i wtedy przyjdzie moment ostatecznej weryfikacji. Jeśli drużyna dokona progresu i w niezłym stylu pokaże się zarówno w lidze (niekoniecznie zdobywając mistrzostwo, choć trzeba wierzyć, że się uda), jak i w LE, to myślę, że będzie można kontynuować współpracę z trenerem. Na półmetku jednak ocena Holendra jest dość ambiwalentna - kiepska gra, mistrzostwo zdobyte dzięki słabości innych i szczęśliwe zwycięstwo z Liteksem na wyjeździe to za mało, by powiedzieć: sukces.
|