|
Przegraliśmy, bo różnica jakości między zespołami była zbyt duża. Obrazowo mówiąc, na ich jeden błąd my popełnialiśmy pięć.
Tą liczbę można byłoby trochę zmniejszyć, gdyby nasi zawodnicy trochę bardziej myśleli na boisku. Niestety, LM to nie polska liga i tam reakcje muszą być inne. Niemniej zakrawa na jakieś tragiczne kuriozum obraz, w którym nasz napastnik sam atakuje, a reszta wyłącza się z gry i tylko patrzy. Gdy pod grą w danym momencie jest maksymalnie 1-2 zawodników, a reszta się ustawia i stoi. To jest absurd i sportowe harakiri.
Trudno liczyć na pomoc szczęścia, gdy np: robimy kolejne zadziwiające kuriozum: psujemy i to w szalenie idiotyczny sposób niemal wszystkie rzuty rożne w dwumeczu. To, co z kornerami w ofensywie robili i robią ostatnio też w lidze Wiślacy nadaje się do jakiegoś programu typu "łapu capu", a nie LM. Na kilkanaście prób ani jednego dośrodkowania w pole karne na głowę do kolegi? To jest chore.
Maaskant nie jest złym trenerem, ale te żenujące sprawy musi umieć poprawić. Bo takie bezmyślne błedy taktyczne kompromitują drużynę. Wczoraj nie potrafiliśmy też wymienić kilku celnych podań, skonstruować składnej akcji zespołowej, utrzymać się przy piłce. Wszystko bazowało na przypadku, chaosie i indywidualnych próbach. To za mało.
Wisła potrzebuje więcej zawodników "robiących różnicę" niż jednego Meliksona. Inaczej dalej ciągle będzie czegoś brakować w staraniach o LM.
Jaroo1: "okazało się, że gracze co się sprawdzają w Polsce są z 2 ligi hiszpańskiej. Nic w tym odkrywczego nie ma, byłoby dziwne gdyby się nie sprawdzali."
(...)
"Polaków na rynku to mamy do wyboru praktycznie zero w porównaniu do chociażby rynku europejskiego. Ogólnie poziom Polakow jest słabszy niż graczy z zachodu, dlatego logiczne jest że łatwiej znaleźć kogoś na zachodzie, nawet z II-V ligi - zależy od kraju, bo np w Hiszpanii można znaleźć dobrego gracza w niższej lidze"
|