Witam wszystkich Kibiców bardzo serdecznie. Piszę na tym forum prawdopodobnie po raz pierwszy pomimo, że czytam je od wielu lat, a konto zarejestrowałem chyba całkiem niedawno. Cóż, chyba wielu z nas miało dziś jeden z najgorszych dni w kibicowskiej (i nie tylko) karierze.
Oczywiście jak to zwykle bywa, pod wpływem emocji wielu z nas daje się ponieść goryczy i publikuje teksty, których może później żałować. Gdybym chciał odnosić się do wszystkich wątków, które zwróciły tutaj moją uwagę, musiałbym raz jeszcze brnąć przez kolejne strony tego tematu, na co nie mam za bardzo ochoty. Skupię się zatem na tych postach, które utkwiły w mojej pamięci. Wcześniej przyznam jednak, że swoje też musiałem odczekać, bo po stracie trzeciej bramki ostatni przymiotnik, jaki do mnie pasował, to "opanowany". Zaowocowało to zresztą spięciem z sąsiadem, co dziwi tym bardziej, gdy weźmiemy pod uwagę dzielnicę, w której mieszkam

Zacznę od wrogości przejawianej przez niektórych względem naszych zawodników i trenera. Jest ona w jakiś sposób zrozumiała, a to ze względu na oczekiwania wobec dzisiejszego wieczoru. Pamiętajmy jednak, że im wyżej się wspinamy, tym boleśniejszy może być upadek, ale świadomość tego nie sprawia przecież, że przestajemy się wspinać. Zresztą dziś mamy szczęście, bo w przeciwieństwie do poprzednich lat nie spadamy na twardą, ubitą ziemię, a na miękką poduchę w postaci Ligi Europejskiej, która była przecież naszym planem minimum. Nie ma firmy, w której karze się pracowników, za wykonanie planu minimum. Zwłaszcza, że to jeszcze nie koniec i ci pracownicy mogą jeszcze powalczyć o wyjątkowy, jak na realia danego rynku sukces.
Przypomnijmy sobie jak wyglądała drużyna, gdy przejmował ją Robert Maaskant. Zastanówmy się, co z dostępnymi środkami uczynił Stan Valckx. Wisła zdobyła mistrzostwo Polski, na co się nie zanosiło i wygrała pięć razy z rzędu w boju o Ligę Mistrzów. W chwili, gdy jasne stało się, że mamy zapewnioną "Europę" do końca grudnia, wszyscy piali z zachwytu. Ale gdy okazało się, że nie udało się wspiąć jeszcze wyżej, włącza się jedna z naszych narodowych cech. Biorąc pod uwagę nasze finanse i pułap, z którego startowaliśmy uważam, że odnieśliśmy niebywały sukces. Nie wolno dziś mieszać z błotem Patryka. To jest cholernie oddany Wiśle człowiek, dzięki któremu przez cały tydzień cieszyliśmy się z zaliczki przed meczem w Nikozji. Może i rzeczywiście na Ligę Mistrzów z prawdziwego zdarzenia jest wciąż za słaby, ale obecnie nikogo lepszego nie mamy. Ktoś wali w Diaza. A ja widziałem, jak ten obrońca ratował nas przed utratą kolejnych bramek. Można zarzucać naszym graczom, że dziś nie walczyli, że nie zapieprzali. Ale ilu z Was było na Cyprze? Ilu z Was podjęło się tam wysiłku fizycznego? Ja będąc tam kiedyś, postanowiłem sobie zwyczajnie pobiegać. Nie jestem piłkarzem, nikt mi za bieganie nie płaci, ale jednak wiem mimo wszystko jak cholernie nieprzyjazne (zwłaszcza bez pełnej aklimatyzacji) jest to środowisko.
Wiślacy chcąc dobrze wejść w mecz powinni byli może udać się na Cypr od razu po meczu przy Reymonta i na Koronę wystawić kogokolwiek zarejestrowanego. Wówczas moglibyśmy mówić o większych szansach, bo zaaklimatyzowanie się w takich warunkach trwa zwykle dwa tygodnie. Zresztą przypomnijmy sobie jak wyglądali pod względem fizycznym Wiślacy za Skorży (i jak wyglądają dziś legioniści). Nie zrzucam tutaj winy za wynik na pogodę. Mieliśmy możliwość awansować. Nawet przez te kilkanaście minut byliśmy w niebie. Niestety ponownie się nie udało. To przecież nie oznacza, że teraz trzeba sączyć jad w kierunku ludzi, którzy i tak wiele dla nas zrobili. Powiedzmy sobie szczerze - niewiele przemawia za tym, byśmy nie byli jedynymi reprezentantami polskiej piłki w europejskich rozgrywkach.
Ktoś pisał o marnych inwestycjach Bogusława Cupiała w Wisłę. Ktoś inny, że Wojciechowski zainwestował sporo i teraz się wycofuje. Niestety w przypadku Ligi Mistrzów z reguły ma się do czynienia z efektem kuli śnieżnej. Awansujesz - masz fundusze. Masz fundusze - awansujesz. Dla klubów z "półki" Wisły są tylko dwie szanse na wyższą "półkę". Albo szczęśliwy awans i dobrze rozdysponowane zarobione dzięki niemu pieniądze, lub bardzo bogaty i szczodry właściciel. My póki co musimy liczyć na pierwszą możliwość, co i tak bardzo sobie cenię zważywszy na pozycje innych polskich klubów.
Pewnie obecna nerwowość wielu kibiców wynika w jakimś stopniu ze strachu, że po kolejnym niepowodzeniu Pan Cupiał zupełnie straci zapał i więcej podobna okazja się nie powtórzy. Zobaczymy. Wydaje mi się jednak, że to jest człowiek, który potrafi mimo wszystko wyciągać wnioski i dostrzega progres, jaki uczynił jego klub pod wodzą Basałaja, Maaskanta i Valckxa. Jesteśmy na dobrej drodze i to jest najważniejsze. Wisła już na dzień dzisiejszy nie będzie miała problemu z budżetem. By to docenić, wystarczy przypomnieć sobie sytuacje po wcześniejszych pucharowych porażkach, gdy w prasie musieliśmy czytać o problemach z dopięciem budżetu. Na tym tle jesteśmy moim zdaniem w bardzo komfortowej sytuacji.
Ktoś pisał o budowaniu drużyny, a ktoś o tym, że Robert dostał zawodników na tu i teraz - na LM. Trener nie miał z czego budować, więc dostał coś na walkę o mistrzostwo i później coś na szybko - na puchary. Dajmy Maaskantowi i Stanowi czas. Dajmy im zaufanie i cierpliwość, a na pewno będą z tego profity. Przecież ostatnio wszyscy się zachwycali tą dwójką i tym, co była ona w stanie osiągnąć w tak krótkim czasie. To jak może brzmieć argument za ich wyrzuceniem?
Teraz najistotniejsze będzie pogodzenie Ekstraklasy i Ligi Europejskiej. Wisła musi obronić mistrzostwo kraju i nabić punktów w Europie.
Dziękuję Ivicy i Czarkowi za wspaniałe kilkanaście minut i pozdrawiam kibiców
