Ja myślę, że do mentalności nie można mieć zarzutów. Przeciwnicy byli po prostu piłkarsko lepsi. Ale tą różnicę można zniwelować. Udawało nam się to przez 20 minut, zanim nastąpił błąd kuriozum. Rzadko zgadzam się z Legionistą Iwanowem, ale tym razem trudno o lepsze podsumowanie: to nie był mecz Pareiki. Miał piłkę w rękach po sytuacji z Małym, a ta odskoczyła mu jak jajko... A tak się modliłem, aby nie było nieszczęśliwych, pechowych zdarzeń... Problem nie polegał na tym, że straciliśmy gola, tylko na tym, że stanęliśmy w miejscu po stracie gola. Moim zdaniem nie z powodu załamującego faktu, iż gola samobójczego strzelił własny bramkarz, ale dlatego, że po prostru brakło nam tlenu... Myśmy opadli z sił. Nie jestem trenerem przygotowania fizycznego, ale jest to dla mnie co najmniej dziwne. Odetchnąłem widząc, że wynik do przerwy nie uległ zmianie. "Robert to poustawia" pomyślałem w rpzerwie. "Musi być lepiej". Nie jestem taktykiem, ale nie rozumiem, dlaczego wyszliśmy na drugą połowę z tą samą taktyką, która nie zdała egzaminu przez 25 minut pierwszej połowy. Jeśli nie atakujemy pressingiem tylko gramy obroną trzeba mieć obronę beton. A my nie mamy... A do tego super wyszkoleni technicznie piłkarze z kraju kozojebców wozili nas dając popis indywidualnych umiejętności. Aż przyszła akcja z idealną asystą Ivicy Ilieva. Kto z Was wtedy pomyślał, że to Ateny

Ja także

Graliśmy moim zdaniem od momentu strzelenia gola na 2-1 mądrze. Nie mając żadnych atutów w ręku spowalnialiśmy grę na tyle na ile pozwalał bezpłciowy moim zdaniem sędzia... Bramka na 3-1 dla mnie to fatum. Ateny 2. Kto wtedy pomyślał o Aternach po raz drugi? To wyjątkowy pech po raz drugi Pareiki.... Kto widział powtórkę wie, że Pareiko miał tę piłkę na rękawicy... Siergiei Pareiko to moim prywatnym zdaniem najlepszy bramkarz Wisły ery Cupiała, ale ten mecz zwyczajnie Mu nie wyszedł... Nie wyszedł również Meliksonowi, Małeckiemu... Fajnie zagralła trójka defensywnych pomocników, aż żal było Sobola ściągać. Trzy refleksje na koniec: po strzeleniu gola na 3-1 w 87 minucie (patrzyłem dokłądnie na zegarek), Cypryjczycy ukradli 2 minuty pajacując, sędzia podkreslam moim zdaniem zupełnie bezpłciowy (gwiżdzący delikatnie pod gospodarzy) doliczył 3 minuty, z czego 2 zabrały znów sprawy pozaboiskowe, sędzia skończył mecz bardzo punktualnie. Po drugie, nie da się zagrozić bramce jeżeli z przodu jest tylko Genkov i nikogo więcej. Zdarzało sie, że Cwetan wygrał piłkę, dograł wzdłuż linii ale w polu karnym nie było nikogo w czerwonej koszulce.... Niezrozumiałe. Po trzecie APOEL miał dwunastego piłkarza na boisku. Tak tak. Ich drużyna przebiegła w sumie 107 km, nasza niewiele ponad 100. Różnica 7 km to dystans jaki niemal przebiega jeden piłkarz przez 90 minut. Zastanawia mnie jednak dlaczego naszym odcięło prąd... Smutny choć wierny po porażce piszę Wam: głowa do góry. Nie raz jeszcze będzie pięknie.