|
Powtórzę swoje zdanie z Shouta. Nie byliśmy aż tak blisko LM jak niektórym się wydaje. Nie zasłużyliśmy na awans, bo APOEL to o jedną klasę lepszy zespół, który nas cisnął przez 90 minut. Wiślacy nic nie pokazali, zero wyćwiczonych akcji ofensywnych. Pojedyncze zrywy przeciętnych grajków, takich jak Małecki, nie dają efektów na tym poziomie. W lidze możemy grać prowizorkę i liczyć na geniusz Meliksona lub udany rajd Patryka lub Ilieva na 5 prób.
Można było żałować odpadnięcia z Lazio czy z PAO. Bo swoją grą zasługiwaliśmy na awans, ale brakowała nam szczęścia lub jeden zawodnik popełniał kluczowy błąd dla rywalizacji.
Proste podsumowanie:
Lazio 3:3 Wisła (samobój Jopa)
Wisła 1:2 Lazio (gol Kuźby chyba pierwszych 8 minutach, a potem dwa błędy Huguesa)
Wisła 3:1 PAO (po taki meczu nie było można mieć do nikogo pretensji)
Wisła 1:4 PAO (Zieńczuk spieprzył dwie sety, jeden błąd Majdana, bramka po rykoszecie od Głowackiego, czerwona dla Sobola, nieuznany gol Penksy)
A jak z APOELem wyglądały rywalizacje?
Nie było równorzędnej walki, tak jak w spotkaniach, które wymieniłem wyżej. Nie było pecha po naszej stronie. Nie było błędu sędziego. Był jeden błąd, błąd Małeckiego przy rożnym. Ale swoją grą i tak nie mieliśmy szans na awans, nawet gol Wilka niczego nie zmienił, gdyż Wisła znowu cofnęła się mocno do obrony. W takim wypadku, bramki to kwestia czasu. Jakby nam nie strzelili w 90 minut, to by strzelili w dogrywce.
Do zobaczenia na LE!
|