Kilka refleksji po dzisiejszym (wczorajszym) meczu:
1. Kilku "ekspertom" chyba zrobiło się głupio, gdyż Apoel zaprezentował się naprawdę solidnie, ale tak to jest, kiedy buduje się drużynę w sposób normalny i konsekwentny.
2. Genkow - problem jest dosyć poważny, bo nie mogłem już znieść tych ludzi, którzy wciąż krzyczeli na trybunie: "po ch** ten Genkow?!" [dodam jeszcze, że nawet WISŁA nie chciało im się krzyknąć, kiedy wołano z C]. Jak dla mnie - piłka nożna to gra zespołowa, a Genkow naprawdę wiele daje zespołowi - jest piłkarzem walecznym, absorbującym uwagę obrońców i dobrze przepychającym się. Ktoś napisze: "nie tego oczekujemy od napastnika", ale moim zdaniem Genkow zagrał dzisiaj na trochę innych zasadach. Poza tym - naszą, bądź co bądź. zbieraniną (jeszcze) możemy wygrywać tylko wtedy, gdy wszyscy piłkarze, grając konsekwentnie, stworzą coś na wzór maszyny.
Aha, nie kwestionuję tego, że Biton mógłby zagrać lepiej, gdyż dotychczas mało miałem okazji, by delikwentowi się przyjrzeć (a i tak z moim okiem oglądać musiałbym go przynajmniej kilka miesięcy...).
3. Gdzie ta słynna "krakowska piłka"? Tego też nie mogłem znieść... Gramy o Ligę Mistrzów, a naszym przeciwnikiem jest drużyna mocniejsza - zgrana, budowana konsekwentnie i doświadczona w Europie. Po latach hegemonii w polskiej lidze trza się teraz przyzwyczaić do tego, że radosne i efektowne granie może skończyć się bolesnym łupniem. Apoel to nie drużyna pokroju tych słabszych z ekstraklasy, które same zniwelują zagrożenie pod naszym polem karnym. Nie mówię już o tym, żeby jeden z drugim zerknęli łaskawie ilu nowych piłkarzy weszło do naszego składu w ciągu ostatniego roku.
4. Teraz ostatnia sprawa - kibicowska. Ilość tych, którzy na mecze przychodzą od święta, była zatrważająca. Jak idę do kina lub do teatru, to staram się sprawdzić informacje o filmie (spektaklu) i dostosować do okoliczności (np, nie biorę wędzonej ryby do zagryzania). Niektórzy przyszli i nie szarpnęli się nawet na JEDEN SZALIK na kilka osób... Nie wspominam już o koszulce, bo to chyba niewykonalne. Wiem, że przygodę z meczami też trzeba jakoś zacząć, ale na litość boską - trzeba także dołożyć coś od siebie. Najbardziej irytowało mnie jednak to, że podczas śpiewania hymnu ludzie, najogólniej mówiąc, wykazywali się ignorancją. Jedni śpiewają, drudzy gwiżdżą i buczą, bo sędzia podyktował faul. Nic te barwy, ale niech chociaż hymn uszanują.
Dlatego też bardzo chciałbym podziękować tym, którzy śpiewali i starali się trzymać poziom, chociaż czasem mieli problemy (nie znali tekstów, głos zawodził).
