Zjawiamy się w dość dobrej liczbie w Krakowie na około godzinę przed meczem. Co do dokładnej liczby, lepiej poczekać na oficjalne podliczenie, co by nie siać fermentu. Mecz sam w sobie był dziwny, bo Wisła ani dopingiem, ani frekwencją nie zachwyciła. Podczas meczu wymiany uprzejmości, Wielokrotne pozdrowienie Donka KonDonka, za co milicja powija gniazdowego po meczu. W drodze powrotnej sypie się jeden autokar niemal co chwile. W ostateczności bez przygód po drodze o 4.10 meldujemy się na ul. Hutniczej w Lubinie.
http://www.youtube.com/watch?v=V1EOVjg4EUw