Antystenes napisał(a):

yarow ten stan emocji nosi nazwę nienawiść
Nienawiść,zazdrośc, kompleksy, wstyd mogą spowodować, że nie przyjmiemy od znienawidzonego jakiegoś.."daru".
Są to emocje o niskich wibracjach, bo tylko takie potrafią zamazać racjonalny obraz całości. Człowiek wówczas ma żal do sąsiada, że mu krowa hojnie mleko daje, sąsiad częstuje, ale ty nie chcesz. Nienawidzisz, zazdrościsz, źle życzysz.
Nieważne, że komuś sie powiodło i Tobie z tego coś przypadnie, choć ręką nie musisz ruszyć. Nie przyjmujesz "daru", ale z chęcią przyjął byś porażkę sąsiada....wtedy jest saaaatysfakcja. Nieważne, że ty masz źle, ważne,że ktoś ma gorzej.
Patolodżajzing
|
Dziękuję Ci Antystenesie za błyskawiczną [psycho]analizę

Jeśli byłeś kiedykolwiek na meczu piłki nożnej, to zapewne zauważyłeś, iż kibicowanie nie polega wyłącznie na wibracjach wysokich.
Sądzę, że w moim przypadku ważną rzeczą jest adrenalina. Sytuacja jawi się dla mnie komfortowo. Nie dosyć, że mogę kibicować mojej drużynie, to jeszcze otrzymuję dodatkowe emocje podczas kkibicowania przeciwko innej drużynie

. I dobrze mi z tym.
Gdybyż ów "dar", o którym napisałeś był prezentem prawdziwie dla mnie jako kibica Wisły wypracowywany a nie jedynie przy okazji i mimo woli - przyjąłbym go z otwartym sercem. Jednak tak nie jest i tak przecież nie może być. W przypadku Legii jest to "dar" dla kibiców Legii a dla całej reszty populacji, prezent przy okazji. Jest to naturalne i ja to akceptuję i zarazem przechodzę obok niego obojętnie.
------------------
Chciałbym jeszcze nawiązać do mojej wcześniejszej wypowiedzi: gdyby kibice "kibicujący" Wiśle w pucharach [ale na co dzień kibice innych drużyn] przyjmowali tak chętnie i utożsamiali się tak chętnie z porażkami Wisły jak z jej potencjalnymi sukcesami, to łatwiej byłoby mi przyjąć, że to "kibicowanie" wszystkim polskim drużynom jest szczere i bez nalotu hipokryzji.