|
Widziałem mecz.
Gdybym przez te dwie godziny piekł ciasto, albo skręcał modele i wsłuchiwałbym się li tylko w komentarz, odniósłbym wrażenie, że że że że (tribute to Majdan) mamy reprezentację gotową na zdobycie Mistrzostwa Europy. Na polskich stadionach. Co nie wydarzy się już za naszego życia.
Jednak jak już wspomniałem, mój umysł był atakowany jednocześnie przez fonię i wizję (w beznadziejnej jakości), to mogłem zweryfikować hurraoptymizm konferansjera festiwalu wazeliny. I narzuciło mi się kilka spostrzeżeń:
1. Jak trafi się ogarnięta drużyna - to leżymy. Cały pomysł na grę opiera się na "agresywnym pressingu". Ktoś kiedyś Dyzmie powiedział, że to fajne, to tak gramy. Tak, czyli huzia na józia, piekła nie ma. .... z tym, że nawet Gruzja potrafi wyjść z tego trzema podaniami. Bezsensowne bieganie, brak asekuracji i odpowiedzialności to pierwszy krok, by dostać w....... w meczach grupowych. Te same błędy powielane są w każdym meczu reprezentacji.
2. W ataku jest dużo szumu, ale wynik jest jaki jest - mierny. Ludzie się podniosą, bo przeszliśmy 20 metr, ale dośrodkowanie zostanie wybite, strzał zablokowany, a podanie przecięte. Nawet przez Gruzinów. Ponoć to ma być atak pozycyjny, ale trudno to nawet nazwać atakiem. Tak se podają i tylko łut szczęścia pozwala oddać strzał. Który będzie niecelny. Bardzo.
3. Bramkarz jest fest. Ale za to obrona! Już nawet w FM trzeba im dać jakieś polecenia. Żeby się nie pogubili. Ale Smuda tkwi w meczu Legia-Widzew i motywacją powie im jak mają grać. Jest beznadziejnie. Szybka piłka i już obrońcy nie wiedzą co ze sobą zrobić. A co gorsza - nie wiedzą, co zrobić z przeciwnikiem.
Rok przed Euro - jesteśmy w dupie.
|